w nowy rok weszłam z przytupem. jak w tańcach ludowych. właściwie to jeszcze świętuję powitanie 2011. właśnie w ramach 5. dnia wielkich dionizji popijam białe cabernet sauvignon. wiecie, za co dionizos trafił na olimp? ten bękart zeusa załapał się na siedzenie w gronie bogów, gdyż wymyślił wino. vinco winko. czyli wygrywam winko.
czy mam jakieś postanowienia noworoczne? ogólnie, czas na podsumowania i postanowienia jest potrzebny, ale nie będę postanawiać, gdyż w każdym momencie formatujemy rzeczywistość do naszych potrzeb i nie jest mi potrzebny nowy rok na rozpoczęcie rewolucji.
postanowiłam natomiast czytać. dużo więcej. książkę na 1-2 tygodnie. aktualnie czytam italo calvino "opowieści kosmikomiczne", które są piękne, łączą naukę i literaturę. polecam. w kolejce czekają "wykłady amerykańskie", "ręka fatimy", "100 years of solitude", "pociągi pod specjalnym nadzorem", "una notte d'inverno un viaggiatore" oraz "una giornata nella roma antica". mam nadzieję, że zdążę do końca lutego. jeżeli macie coś do polecenia, to czekam na wszelkie sugestie.
...
zimowy odpoczynek na łonie rodziny i przyjaciół dał mi nowe siły. nie rozmyślam za dużo, planuję krótkoterminowo, dobra zabawa sylwestrowa i dobry dwudniowy after wybawiły mnie jak za starych czasów. z czystą głową mogę zabrać się za zdawanie egzaminów i zamykanie rozdziału pt. studia. co czeka mnie w 2011? nie wiem. nie boję się, nie oczekuję, zobaczymy co przyjdzie. nie planuję wielkich podróży, nie szukam wielkiej miłości, nie rozmyślam o wielkiej karierze. jedyne na co czekam, to urok zaskoczenia.
lascia stare, lascia andare.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz