sobota, 15 stycznia 2011

memento mori, spiesz się powoli

w ramach tej zasady, powolny weekend. nie to, że mam egzamin z euro w poniedziałek. jak to się mawia w naszej rodzinie: "podchorąży zawsze zdąży". bo to nie zdążyłam kiedyś? teraz wcześniejsza nauka mogłaby być wręcz uznana za beszczeszczenie (strasznie szeleszczące) tradycji robienia wszystkiego na ostatnią chwilę. poza tym, idealna wymówka - sprzątanie weekendowe (gruntowne - w tym układanie książek, ubrań), przyjechali Rodzice, kino, wino etc.
no, powolutku, powolutku, bez pośpiechu.
...
sprawy z praktyką w Bari idą z kopyta. oczywiście, jeszcze się boję czy wszystko pójdzie ok i nie cieszę się na zapas, póki Włosi nie przyślą podpisanej umowy, natomiast nic nie wskazuje na to, aby nie chcieli jej wysłać. rozmawiałam dziś z avvocato Massimo, ucieszył się, że dzwonię, pochwalił temat magisterki (culpa in contrahendo w prawie pl i it), przyobiecał pomoc i powiedział, że ma dużo materiałów. ponadto dostałam już zadanie domowe czytania książki z prawa prywatnego włoskiego. jaram się tym, ale też boję, czy dam radę. no ale bilet na 23 lutego już zabukowany, niedługo pora zająć się szukaniem mieszkania, więc na "banie się" nie mam za bardzo czasu.
...
ponadto na horyzoncie pojawia się dużo planów postudiowych. czeka mnie dokonanie wyboru, co zawsze wprawiało mnie w nerwowy nastrój i jak to określano w literaturze XIX-wiecznej "dostawałam globusa", czyli bólu głowy. lubię "keep my options open". niestety nie da się tak wiecznie, czasem trzeba obrać jakiś kierunek. niemniej, rysujące się przede mną perspektywy są raczej pogodne, różne plany i propozycje na przyszłość w doborowym towarzystwie przyprawiają mnie o mały zawrót głowy. z drugiej strony, czuję, że trzymam świat za jaja i teraz jest moment na zrobienie czegoś. czego, to jeszcze nie jestem pewna, ale czuję, że odpowiedź już zagnieżdża się, rośnie i rozwija w moich trzewiach.
...
in generale, I'm optimistic. 
to cieszy redakcję.

Brak komentarzy: