piątek, 28 stycznia 2011

bajka o gąbkach

dziś, dla odmiany, trochę twórczości mojej Mammy. muszę przyznać, że bardzo mnie wzruszyła ta opowieść. zresztą, przeczytajcie sami.
...

Daleko stąd, daleko i głęboko, w odległym zakątku ziemi, w przybrzeżnych, ciepłych wodach wielkiego, niezgłębionego Oceanu, na atolu koralowym, niedaleko pełnej słońca plaży, na skraju morskiej wioski żyła kolonia gąbek. W rozpadlinie skalnej malutkiej zatoczki, w cieplutkim, przejrzystym morzu pełnym rozlicznych kolorowych żyjątek rodzina Pana Gąbki zbudowała sobie przytulny domek tuż obok miłego sąsiada, Pana Ukwiała. Wśród nich była mała Gąbeczka. A że była wyjątkowo mięciutka i delikatna – jak to maluchy bywają - Mama Gąbka i Tata Gąbek postanowili nazwać córeczkę Milusia.
Żyjątka te nie były specjalnie zainteresowane wycieczkami ani podróżami w odległe zakątki zatoczki. Wszystko czego potrzebowały miały na miejscu. A poza tym, były przecież przyrośnięte do skały...
Gąbki choć miały sztywny wapienny szkielecik, na zewnątrz okryte były dość mięciutkim „futerkiem”. Życie upływało im na wylegiwaniu się w słonecznych refleksach, które przebijały się przez niezbyt głęboką w tym miejscu wodę, dając błogie uczucie senności i ciepła. Nie musiały się nawet zbytnio trudzić, bo jedzonko samo napływało  wraz  z każdym falowaniem wody do buzi. Stąd chyba wzięło się takie powiedzenie: „gołąbki same lecą do gąbki”. Ale to chyba z innej bajki...   
Tak więc życie naszej znajomej rodzinki gąbek płynęło spokojnie, leniwie i niczego im do szczęścia nie brakowało. Wokoło leniwie bujały się przepysznie kolorowe ukwiały, srożyły zarozumiałe koralowce, które jako najbardziej okazałe, pyszniły się swoim wyglądem i dlatego nie były zbytnio lubiane w podmorskiej wiosce. Wśród tego leniwego i bajecznie kolorowego świata zwinnie przemykały wesołe rybki, które nasza Milusia bardzo, ale to bardzo lubiła. Rybki były piękne, kolorowe i uwielbiały się bawić. Niektóre z nich, niby to mimochodem, wesoło potrącały Milusię, a potem ze śmiechem odpływały goniąc się zabawnie wśród  koralowców i ukwiałów. Czasami Milusia trochę im tego zazdrościła. Chętnie by z nimi pobaraszkowała  w cieplutkiej i spokojnej wodzie zatoczki, lecz bała się okrutnej mureny, o której Mama Gąbka opowiadała straszne historie. Murena to taka bardzo brzydka i okrutna ryba, która podstępnie napada na małe rybki i żyjątka i pożera je! Ale chyba wstydzi się tego trochę, bo nigdy… Brr...na samą myśl o tym gąbeczka Milusia, dostawała gęsiej, o przepraszam, szorstkiej skórki. I choć jej samej murena nie zagrażała, Milusia mocno przytulała się  do Mamy. Milusia miała dobre i mięciutkie, jak to u gąbek bywa, serduszko. Naprawdę, bardzo żal jej było innych żyjątek, które padały ofiarą żarłocznej i podstępnej mureny. I jak tylko o niej pomyślała, natychmiast mijała jej chęć do zabaw z rybkami.
Tak to sielsko-anielsko mijały godziny, dni i miesiące, i gąbeczka rosła spokojnie, czując się bardzo szczęśliwą u boku Mamy i Taty.
Ale pewnego dnia, na dnie zatoczki dziać zaczęło się coś dziwnego. I gdybyśmy nie opowiadali o wodzie, można by powiedzieć, że „coś wisiało w powietrzu”.  Naprawdę, w wodzie można było wyczuć jakieś nowe prądy. Rybki jakby straciły ochotę do zabawy i śmigały przestraszone, chowając się między wodorostami. Nawet koralowce, zawsze dumne i nadęte, tym razem jakby spuściły z tonu. Pan Ukwiał nachylił się do Taty Gąbki i coś tam mu szepnął do ucha., po czym przylgnął bardziej do wapiennej ściany atolu. Tata z cicha powtórzył to "coś" Mamie i choć Mama Gąbka nic Milusi nie powiedziała, ta jednak czuła, że wydarzyło się coś niedobrego.
Nagle woda wokół koloni Gąbek zaczęła ciemnieć i ciemnieć. Gąbeczka poczuła się trochę nieswojo i mimo obecności Mamy i Taty, mimo pięknego ciepłego dnia  zrobiło jej się zimno.
Cóż takiego wydarzyło się w zatoczce?
Z daleka słychać było jakiś warkot, który z czasem przybliżał się i natężał niepokojąco, aż wreszcie ustał zupełnie. Nie uspokoiło to jednak nikogo z podwodnych mieszkańców atolu. Przeciwnie, ta cisza była złowroga. Nagle wodę przeszył plusk! Czuć było wszechogarniający strach, a woda zaczęła się dziwnie kołysać. Z oddali powoli przybliżały się jakieś dziwne stwory i rosły coraz bardziej, przysłaniając sobą całe światło słoneczne, które przenikało przez wodę do wapiennej skały atolu. Stworzenia zbliżały się nieubłaganie w stronę kolonii gąbek. Milusia wtuliła się jeszcze bardziej w wyrostki Mamy, która tyko cichutko szepnęła:  „to CZŁOWIEK”. Człowiek  płynął wzdłuż  skalnego nawisu atolu rozglądając się wokoło. Chyba nie miał złych zamiarów. Podziwiał niesamowite piękno podwodnej rafy, napawał się feerią kolorów i bogactwem kształtów, śledził wzrokiem za niezliczonymi śmigającymi wokoło rybami. W zachwycie lekko muskał dłonią  kolorowe ukwiały, które dotknięte ręką człowieka, jakby ze strachu, zamykały kielichy i  skłaniały się w stronę wapiennej ściany atolu. Wtem człowiek przybliżył się do kolonii gąbek. Nie były co prawda ani tak kolorowe jak ukwiały, ani tak dostojne jak koralowce. Ale może dlatego zadziwiły człowieka swoim spokojem, lekkim falowaniem, jakąś swoistą łagodnością formy w tym krzyczącym barwami i kształtami podwodnym świecie. Człowiek lekko wysunął rękę i dotknął gąbek. Zdziwiony ich miękkością, z zachwytem przesuwał dłoń po tym dziwnym kobiercu. Niespodziewanie zatrzymał dłoń, jakby się nad czymś zastanawiał. Po niedługiej chwili, nagłym ruchem chwycił kawałek tego kobierca, oderwał od reszty i schował do dużej torby przepasanej wokół bioder.
To była Milusia.
Wokół zrobiło się ciemno.
Nagle znalazła się  w jakimś suchym i nieprzyjaznym świecie. Poczuła strach i niemiły chłód....
                                                     -----------------------------------

Mama z mała Agnieszką czekały na lotnisku na Tatę. Tata miał dziś wrócić z dalekiej podróży do ciepłych krajów. Agusia już nie mogła doczekać się jego powrotu i bardzo za nim tęskniła. Wreszcie w drzwiach sali przylotów ukazała się wysoka sylwetka i uśmiechnięta twarz Taty. Agusia wyrwała się z objęć Mamusi i rzuciła się Tacie na szyję. Po długich serdecznych uściskach, odebraniu bagażu i całej tej ceremonii  już w samochodzie Agusia zapytała:
- Co mi przywiozłeś Tatusiu z tych ciepłych krajów?

Tatuś odpowiedział:

- Mam dla Ciebie zwierzątko.

Agusia bardzo się ucieszyła, bo bardzo lubiła zwierzaki. Jakież jednak było jej zdziwienie, gdy Tata wyjął z torby jakiś bezkształtny kawałek żółtoszarego ni to kamyka, ni to kłębuszka.

-To ma być to zwierzątko? - Agusia była wyraźnie zawiedziona. - To jakiś żart? Tatusiu, nie żartuj ze mnie, gdzie jest to zwierzątko? – pytała niecierpliwie.

-Właśnie je trzymasz w rączce. - Mamusia uśmiechnęła się zagadkowo.

Agusia była zawiedziona, ale nie chciała robić Tacie przykrości - tak długo go nie było, tak za nim tęskniła. Schowała więc to „coś” do plecaczka  i zapomniała o tym.
Wieczorem Mamusia zawołała:
-Agusiu, dość zabawy, chodź do kąpieli! Ale weź ze sobą zwierzątko, które dał ci Tata.

Agusia już o nim zapomniała i niezbyt chciała wracać do tego „czegoś”. Ale Mama nalegała:

-Zobaczysz Agusiu, to będzie twój nieodłączny towarzysz kąpieli! - powiedziała Mama wrzucając gąbeczkę do wanny pełnej pachnącej piany.

Agusia  wyłowiła z piany zwierzątko i z zachwytem krzyknęła:

-Ojej jaka ona jest MILUSIA!

Brak komentarzy: