poniedziałek, 3 maja 2010

Rome my home, czyli wielki lans w wiecznym mieście

dziś ostatni dzień w Rzymie. muszę przyznać, że Roma dobrze daje. (oj dajje). wszystko czego można zapragnąć e di piu`. pyszne, pyszne lody o 2 w nocy, kawy, pasty, festy do wcześnie rano, zakupy na porta portese. w dodatku wszystko to w doborowym towarzystwie, mej amiki di cuore, Lu (której oddaję teraz pokłony i pokłoniki:) ) i wszystko do opisania później.
właśnie zastanawiam się, do którego parku iść i rozłożyć się z vanity fair na trawie... i zaraz zjem na śniadanie pysznego cornettiego i cappuccio. bene grazie ciao!














mały lans pod pomnikiem goehtego




















domina, czyli Lu w swoim żywiole















eccoci qua!




















villa borghese




















nasz szpanerski późny lancz.















lewcio stefcio.




















donna w kolonnach.




















lans mieszkaniowy na makatce i z boomboxem (to nie my go popsułyśmy)




















e` proprio Fellini chi dirige la nostra vita.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Świetne zdjęcia, guma wymiata a tę złotą bluzkę mi pożycz albo daj bo pewnie po zakupach w Romie masz takich wiele Muaa;*

Carrie

pycha za dyche pisze...

dobrze ze jeszcze moge pisac bo mowic to juz na pewno nie po naszych wloskich imprezach "OGGI FACCIAMO PRESTO" (magari!) pozdrowienia od babola dla babola