sobota, 9 stycznia 2010

maraton po kostki w śniegu.

uffa uffa jakby to powiedzieli nasi starsi bracia w sztuce parzenia kawy i przygotowywania pasty. dwa dni w biegu. zaczęło się od obudzenia mnie w środku nocy w piątek (ok 9:30) przez Wenkę, która powiedziała, że mam przeczytać smsa od Misi. oczywiście mój mądry telefon się wyłączył, a Misia wysłała smsa o treści "Aga! Ratunku!" blabla  więc musiałam się zebrać... i zadzwonić po Kubę po samochód, który przywitał mnie swoim porannym "kurwaaa", ponieważ odsypiał nocne uczenie się minerałów i liczenie całek. a potem było już tylko szybciej. na binoz, na wpia (gdzie w ksero pan "kwiatuszku" zmolestował mi rękę 1 groszem, ujmując ją w dłonie, dociskając grosza i głęboko patrząc w oczy), załatwianie spraw bleble. w końcu też odebrałam zasilacz od lapa, po raz trzeci reperowany przez tę samą firmę (tym razem dodali boski gadżet, tzw. wzmocnienie - czyli okleili go taśmą izolacyjną). chyba po raz 4 go tam nie zaniosę, bo mi sznurkiem obwiążą czy co.
okej, potem akcji zniszczenia dokonały na mnie korki z włochacza. nie podniosłam się aż do momentu malowania pazurów w ramach domowego spa.
w ramach zacnego rozpoczęcia weekendu poszłyśmy z Anią do nrd i pod anioła. o ile jeszcze w nrd przyzwoicie, choć bez szału, to pod aniołem była jakaś totalna porażka. gdzie się podziało elektro? zamiast tego amy winehouse, abba i pitbull. świat dąży ku zagładzie. i panowie w sportowych strojach, i o marchewkowym kolorze skóry. mrrr. czekam na electromoustache 2.
niedospana, rano przedarłam się przez zaspy do okręgowej rady adwokackiej, gdzie Juli miała ślubowanie. oczywiście pentax zrobił swoje i ku niezadowoleniu pani sekretarki-bazyliszka robiłam foty i wymieniałam się mailami z narybkiem adwokackim. też umiem robić bazyliszka. ot co.
a potem mistrz dnia, łyżwy z Danielle, która krótko ujmując, jest przechujem. trenowała hokej i po prostu niszczy. najlepsze było to jak się rozpędzała, rzucała się na brzuch i potem migiem się podnosiła i jechała dalej. oczywiście patrzyłam na to z zazdrością, podobnie jak na 80% pozostałej wiary na łyżwach (ja mieściłam się w 20% dzieci i tych, co zostali przez kogoś wyciągnięci)
jeszcze tylko limoncello i tortellini roboty Juliani i tak to wyglądało. wielkie grazione :)
...
bo my jesteśmy jak 3 siostry u Czechowa: siostra disco, siostra r`n`b i siostra electro

3 komentarze:

ahio pisze...

joł joł joł, baby girl^^

ahio pisze...

to tak a propos siosty r'n'b o_O

Anonimowy pisze...

Jejejej jak Ty ladnie piszesz ehh
Carrie