i już jestem pięknie wolna:) che gioia:)
zdałam kino po 9h czekania na egzamin, a dziś literaturę i angielski orale. w dodatku wyrobiłam się z nimi w godzinkę:) pani Brytyjka, bardzo miła, pogadała sobie ze mną o mózgowej wieży babel i wpływie postępu naukowego na nasze życie. a moja lektorka, którą spotkałam powiedziała, żebym wpadła jeszcze na zajęcia. miłe.
powietrze wiosenne, błękitne niebo, ciepły wiatr - niezłe luksusy jak na koniec stycznia. tak jak u nas marzec. zaraz idę in giro w miasto, ale nie tylko po to by po trzech tygodniach nauki pooddychać świeżym powietrzem; są również saldi, czyli obniżki :)
a jutro wyruszam pociągiem do Romy i zaczynamy wycieczki z Kucielkiem. nareszcie, nareszcie. wyczekiwana marchewka, która motywowała mnie do roboty! w sumie to całkiem romantyczne, my w Rzymie :) już nie mówię ile jest zbiegów okoliczności, to prawda, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. w piątek, oprócz mojej Dopaminki, Magdy i Marcina przylatuje jeszcze Marta i szpony Stefana, a w sobotę Lu i Szakira.
zaczyna się zabawa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz