piątek, 9 stycznia 2009

duńskie utwory

wreszcie odtajałam po Świętach i po mroźnej zimie. nie miałam kompa, nie korzystałam za dużo z internetu, siedziałam z Fidanzato, Rodziną, spotykałam się ze znajomymi. jak widać - nie pisałam.

no to, jak mawiała babcia Ornat, startujemy!
primo: melduję posłusznie, że w Bolonii temp. -1, słońce i nie robi się ciemno o 15:)
secondo: jak chopinowska, to uwielbiam, fletowa - wymaga ćwiczenia, warszawska - niech ją dunder świśnie! o czym mowa? o etiudzie!
kto był, ten wie ;) wąż pasażerów przed check-in, jedna kolejka na odprawę do 4 lotów, samemu trzeba przetachać bagaż na "rentgen" i last but not least, beznadziejna poczekalnia - stoisko z kawą, mikroskopijny bezcłowy kiosk i jeszcze jeden z gazetami. bieda.
a pamiętam jak dostałam od moich tanich linii wi**air maila z petycją o pozostawienie tego "terminala" jako ostatniego bastionu tanich lotów. by-zy-dura chciałoby się rzec.
terzo: z wiadomości pociesznych - przy wykrywaczu jak zwykle zabrzęczałam. musiałam zdjąć buty, ale i tak brzęczało. więc przefroterowałam obleśną lotniskową podłogę. i co się okazało? że to mój zestaw bransoletek. bardzo mądrze, prawda? ;)
quarto: ponieważ apetyt jak zwykle mi dopisał i jedzenie również, i z wakacji pozostały "wspomnienia", od jutra zaczynam dietę kopenhaską. egzaminy+marsze na uczelnię+ćwiczenia+brak jedzenia... powinno zadziałać :)
dobra to dieta dla erasmuski - oszczędna :)

od jutra również zaczynam egzaminy, kolejno 9, 13,19 i 28, w międzyczasie analiza translatorska i esej na 10 stron. jeśli zniknę to albo porwało mnie ufo, albo zdechłam od nauki. albo mnie kopenhaska zabiła.
ciekawe co jest najbardziej prawdopodobne :)

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

sprzeciw wobec kopenhaskiej! Wyglądasz kwitnąco! Szkoda, że byłaś na tak krótko... Pozdrawiam!