siedząc przed egzaminem z literatury (zaczął się o 9, skończył o 17 i oczywiście byłam ostatnia na liście) przysłuchiwałam się rozmowie dwóch włoszek. a raczej trudno było się nie przysłuchiwać, bo one w klasyczny włoski sposób darły się do siebie ;]
mówiły o jakimś koledze, który hmm... jakby to określić... bierze co mu wpadnie w ręce. sytuacja dotyczyła jakiejś imprezy, na której powiedział do jednej z nich: "eee... idę se coś wyrwać".
włoszka1: to jak w supermarkecie!
włoszka2: nooo, bierze co popadnie... to tu mu coś przyciągnie wzrok, to tam...
włoszka1: uwaga! promocja! tylko 2 euro!
koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz