melduję posłusznie, jak idzie mi z kopenhaską.
pomimo, że brakuje mi śniadania - kawa nie jest w stanie go zastąpić - to chyba i tak wolę ją niż marchewkę solo, z którą dziś rano męczyłam się 40 min. (miłe urozmaicenie).
za to kolacja dostarcza energii na cały wieczór i nie jestem głodna, co jest wielkim wow!
tak poza tym, to mam dziś święto lasu, bo i befsztyk i rybka :) z to w piątek już zapowiadam apocalypse.now. kawałek mięsa i herbata na cały dzień to jest jakaś masakra. dobrze, że czytanie książek nie wymaga dużo energii. oglądanie "dextera" i "tajemniczych złotych miast" też. lucky me! najwyższym wydatkiem energetycznym będzie pójście po zakupy.
...
wczoraj zauważyłam jakąś lukę w systemie. poszłam na kolejny egzamin i znów nie byłam na liście. wieczorem w internecie odkryłam, że fakt, iż wpisałam egzaminy w plan studiów nie zmienia faktu, że muszę się na każdy zarejestrować. a na te, co zostały już nie mogę, bo one ustne, więc nie będzie zabawy:( całe szczęście włosi choć formaliści (w sensie ilości papierków), to nie świnie i bez problemu dopisują każdego delikwenta do listy :)
myśl na dziś: za dużo naczytałam się o kompozycji na writing i teraz szukam swojego topic sentence w wyżej wyprodukowanych fragmentach, układam paragrafy i sprawdzam cohesion.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz