jest bueno, bine, bene, buenos aireeees (to akurat wpływ maanamu), wszystko bueno.
gwoli wyjaśnienia nie byłam w stanie pisać, bo po pięknej nie-włoskiej sesji (czyli dużo nauki) wycieczkowałam się z Maćkiem oraz Marcinem, Magdą, Anią, Magdą w różnych konfiguracjach... i jak już wracałam to regenerowałam siły. Roma, Verona, Padova, Ferrara, Venezia.
...
wszystko bueno, ale najbardziej Wenecja. jak powiedziała moja ulubiona lektorka z angola: "to jest tak, że tam jedziesz... i nie wierzysz, że to prawda - dokładnie tak, jak na pocztówkach i w broszurach..." i właśnie tak jest. nawet nie plac św. Marka i bazylika, ale milion uliczek, zakamarków i zakątków, które w dzień tworzą niesamowity klimat, a w nocy labirynt, w którym ktoś równie dobrze może cię zwiolentować lub sprzedać kosę. wenecki smrodek, na szczęście zimą mniej wyczuwalny, gondole, sklepy z maskami i pięknymi karnawałowymi strojami, morze ludzi w najbardziej znanych miejscach...
ale karnawał i tak bije wszystko na głowę. włosi są tak pomysłowi i zabawowi, że naprawdę czuje się ducha carnevale. dorośli w sukniach i frakach, dzieci w kostiumach pluszaków, megabogaci wystrojeni za tysiące euro, pozostali maski, własnoręcznie wykonane stroje lub chociaż karnawałowy makijaż. wszyscy weseli, przyjaźnie nastawieni, co chwila słychać żarty i śmiechy.
...
dlaczego karnawał? po włosku carne vale - czyli "mięso się liczy" jako okres poprzedzający post. czyli tradycja wywodząca się z religijnego podziału roku. dlaczego maski? w maskach wszyscy są anonimowi - sior maschera może być każdym. zacierają się różnice pomiędzy starością a młodością, bogactwem i biedą, urodą i brzydotą. można wszystko, bo to jedyny taki okres w roku i w dodatku jest się za-maskowanym.
ślady tradycji widać i dziś. historyczne pochody, wybór najpiękniejszej Marii spośród reprezentantek weneckiej laguny, pokazy szkół rzucających chorągwiami oraz przedstawienia commedii dell`arte są kontynuacją wielowiekowych zwyczajów. niesamowite wrażenie zrobił na mnie symboliczny lot anioła. tylko oni mogli wpaść na taki pomysł. z doczepionej do najwyższej w mieście wieży liny zjeżdża na plac włoska osobistość, którą wita doża i dożowa ;) w tym roku była to włoska aktorka i modelka Margherita Missoni z rodziny projektantów mody w przepięknym stroju wykonanym przez jej familię.
kolejnymi świetnymi pomysłami były alegoryczne przedstawienia artystów występujących na szczudłach, gdzie diabeł i kobiety-zombie pastwiły się nad grzesznikiem zesłanym do piekła oraz heliosphera - show z balonem, do którego podpięty był akrobata wykonujący różne figury nad głowami zebranych na placu ludzi - wszystko przy grze muzyki i świateł. i last, but not least, smoki na szczudłach, które łaziły pomiędzy ludźmi po całym placu św. Marka.
http://www.youtube.com/watch?v=7_OvgUd4bHc&feature=related lot anioła
http://www.youtube.com/watch?v=_9nsFnCsxuw smoki
kolejnym przejawem kreatywności organizatorów był ogromnych rozmiarów skrzydlaty lew - symbol patrona Wenecji, św. Marka i herb miasta - wykonany z ... trawy, jako że stał w scenerii ogrodu, w który zmienił się plac na czas karnawału.
wszystkiego dopełniała piękna pogoda i towarzystwo, które podobnie jak ja cykało miliony zdjęć i wzdychało z zachwytu. czasami po prostu nie mogłam uwierzyć, że tam jestem.
uległam magii karnawału.
2 komentarze:
Super wpis
Aga M
wspaniale sobie tak przypomniec tamten dzien z lotem aniola... przepieknie opisalas karnawal nie do opisania :)
Ania
Prześlij komentarz