środa, 2 marca 2011

KASA NOVA

Jestem już na swych włościach. Piszę to wczoraj w wordzie, co by dziś w studio legale wrzucić notkę chybcikiem na bloga. Pokój jest duży, większy niż mam w Polonii, z widokiem co prawda nie na morze, ale na inne domy. Na podłodze marmury, kuchnia na werandzie, w domu sala pranzo. Mieszkanie znajduje się na via Re Davide, naprzeciwko Polibudy. Do pracy mam 2,5 km, całkiem niedaleko do piaszczystej plaży, która, o ile mi wiadomo, nazywa się pane e pomodoro, niedaleko jest też park, w którym można uprawiać sporty. W mieszkaniu są jeszcze trzy pokoje, w dwóch mieszkają Loredana, 32-latka studiująca pielęgniarstwo i Cristina, o której wiem na razie tyle, że studiuje architekturę/budownictwo. Trzeci pokój, póki co, wolny. Pan dziadulec (il vecchietto), właściciel mieszkania jest bardzo miły, nie robi problemów, jutro wpłacam mu resztę kasy, podpisujemy contratto privato i wszystko a posto. Za te luksusy przychodzi mi płacić 240eur, czyli znakomicie, bo już miałam nagrane mieszkanie za 270eur. Tu płacę wszystko z góry, nie muszę się martwić rachunkami, nawet jak przyjdą później - mnie to nie dotyczy. Jedyne czego nie ma to Internet. Ale jakoś się zorganizuję, dobrze, że przezornie zaopatrzyłam się w filmy i seriale na najbliższe 3 miesiące. Już niebawem praca, trochę się boję, zobaczymy czy spełnię oczekiwania avvocato Massimo. Zamierzam zrobić na początek bellę figurę, ubieram się za poradą Amleta w czarną spódnicę, niebieską koszulę i marynarkę szanelowską. Plus obcasy i torba dr Quinn. Na nieszczęście, mam tu oberwanie chmury, leje jak z cebra, i do pracy będę chodzić na piechotę, więc przywdziewam baleriny oppure tenisóweczki, które na ostatniej prostej zmienię na buciczki (furba!). Gdy zapytałam Amleta, czy ma żelazko, odpowiedział, że ma Mammę, więc pojechaliśmy do niej, uprasowała mi ubranie, dała lenzuole i piumino i coperto, czyli niezbędną pościel, która oczywiście różni się od polskiej pościeli. Podstawowa różnica zawiera się w tym, że w poszewkę ubiera się tu materac, a nie kołdrę, gdyż takiej po prostu nie ma. Jest za to coś typu narzuta (pod to kładzie się prześcieradło-a raczej swoistą poszewkę) a na to piumino, czyli kołdrę (zimową, aczkolwiek bardzo cienką i nie zawsze spotykaną). Czyli od dołu wygląda to tak (mi spiego bene): materac, poszewka na materac, człowiek, prześcieradło, narzuta, kołderka. Comunque, dzięki amletowej rodzinie, mam pod czym spać i nie pójdę wygnieciona do pracy. I chyba też zrobiłam bellę figurę przed włoską mammą, bo zaprosiła mnie, jak będę miała czas, na panzerotti .
Dziś dotarło do mnie z pełną jasnością, o ile łatwiej było mi się zaaklimatyzować i zorganizować dzięki pomocy i ciepłemu przyjęciu bravych ragazzich, Jakuba i Amleta. Dzięki nim czuję się naprawdę benvenuta al Sud. Grazie ragazzi! Moją intencją było napisanie czegoś o calcio i poniedziałkowym meczu Milan-Napoli, który oglądałam w pubie z tłumem włocha, ale jako że nowa casa jest najważniejszym newsem, o piłce nożnej napiszę inną razą.
...
studio legale. siedze sama. wszyscy na pausa pranzo, ktora trwa 4 godziny!

2 komentarze:

ahio pisze...

kochany Kuba, Amlecik i jego mamma.
wreszcie jakieś wiesci, codziennie sprawdzam maila i pusto! dobrze ze masz taka ładną casę,mam nadzieję, że współlokatorki nie będą bawiły się w figura di merde jak nasza cudowna (h)Ilaria:D
ja jakby było mi mało, musiałam sobie coś zrobić i wybiłam kciuka na siatce..

lowe Malalu!

Unknown pisze...

architekturę/budownictwo. pięknie. dla Was, studentów prawa/politologii to nieistotne:)