poniedziałek, 28 lutego 2011

to zrobi doskonale włoskim opowieściom.

la prima notizia: mam mieszkanie. właśnie zadzwonił pan proprietario i jutro wieczorem wpłacam kasę, wprowadzam się zaś najprawdopodobniej pojutrze. pojutrze zaczynam również praktykę. żyję, miewam się dobrze, choć marznę. co jest dziwne, bo na dworze 16 stopni w dzień; rzecz w tym, że włoskie palazzi są przystosowanie do lata - żeby chłodzić, a nie do zimy. jakoś wytrzymię, choć ręce grabieją.
jak powiedział kiedyś calvino: żeby poznać terytorium trzeba je zjeść (per conoscere il territorio bisogna mangiarlo). mogę więc powiedzieć, że całkiem nieźle poznałam neapol (dzięki ospitalita` jakubowej - tu pokłony dla zachodniego wybrzeża). bari jeszcze nie nadgryzłam, czekam na własną kuchnię, gdzie niepodzielnie będę rządzić i kłoczyć owoce morza i pasty.
nie mam siły pisać, bo ręce przypominają sople lodu i prędzej zostanę królową śniegu niż nową boną. 

















w neapolu wielka polska kulka wełny bawiła się świetnie.

Brak komentarzy: