piątek, 4 marca 2011

giovane professionista.

Giovane professionista (młody profesjonalista). Te słowa powtarzam sobie idąc codziennie do pracy. A trochę się nachodzę. W zależności od buta, zajmuje mi to 30-35 minut. Najpierw na 9, potem wracam o 13 na obiad (mówiąc: „avvocato, vado a pranzare” – czyli „panie adwokacie, idę na obiad”), potem znów na 17 i finalmente a casa, ok. 20.
Cały dzień spędziłam nad książkami, czytałam o prawie własności i prawach rzeczowych in generale. Kupiłam notes, w którym zapisuję wszystkieprzydatne terminy. Dziś 8 stron A4, więc, jak widać, moja praca jest wymierna. Nie wiem, czy Włosi kumają, czy nie kumają, że nasze prawo jest identiko jak ich (bo jest, próbuję im to tłumaczyć); rozkładają mi na czynniki pierwsze zupełnie podstawowe pojęcia, a moja nieumiejętność wypowiadania się we włoskim prawniczym wynika przecież z nieznajomości linguaggio tecnico, a nie z niekumania instytucji prawnych. Kiedy im to mówię, to oni przekonują mnie, że nikt nie rozumie języka prawnego, zanim go nie przestudiuje porządnie.  Ergo, dalej nie wiem czy myślą, że jestem głupeczkiem czy, invece, mądralą. Widzą mnie natomiast pracującą nieprzerwanie nad książkami i chwalą, że ładnie się uczę. A ja siebie nie poznaję. Nie ciągnie mnie do Internetu (pausa computer zrobiłam sobie dopiero o 19), mam ogromną motywację, żeby ogarnąć to draństwo jak najszybciej i robić coś innego, pokazać, że jednak coś pożytecznego mogę zrobić (zanim zaczną sobie zadawać pytania „po ki grzyb nam ta polacca?”). Ale, myślę sobie, że zgodzili się mnie przyjąć, są mili; ja robię, co każą, czyli poznaję prawo prywatne, a mam jeszcze trzy miesiące na inne aktywności prawnicze. Tak czy siak, według teorii, że quattro brzmi lepiej niż cztery, miło mi się czyta owe książeczki. Brakuje mi polskiego kodeksu i książek, bo czasem już sama nie wiem jak co się nazywa w moim ojczystym języku. Np. słowo „roszczenie” przypomnałam sobie dziś przez dobre 10 minut.
W przyszłym tygodniu idę do sądu, ciekawi mnie jak to będzie wyglądać. Nigdy nie byłam na praktyce w polskiej kancelarii, ale we włoskiej zupełnie mi się podoba. Czasem jakiś avvocato krzyczy przez telefon, czasem kminią jaka procedura ma zastosowanie, czasem siedzą nad dokumentami i nic nie mówią, ale są też jaśniejsze strony tej pracy. Na przykład dziś o 10 wszyscy poszliśmy na pracowniczą kawkę do baru obok kancelarii, a avvocato Paolo (papa`) patrząc na swoich podopiecznych westchnął: „che bella squadra” („jaka piękna drużyna”). A za kawę dla 6 osób – a każdy zamawiał inną - espressino, macchiato, macchiato con latte freddo, cappuccino itd. zapłacił 5 euro. Wieczorem zaś, w czasie prawniczej rozkminy, gdy ja miałam pausa computer, na messangerze przychodzi załącznik i wiadomość od avv. Massimo, którą ja odczytuję ku ogólnej wesołości: „Titto, passalo a papa`” („Titto, czyli avvokacie Vito, przekaż to tacie”). Btw, wołanie na poważnego avvocata Titti, albo Tittino, zamiast jego właściwego imienia, brzmi dość zabawnie. Ale nikt tym się nie przejmuje. Wszyscy są jedną zgraną drużyną - to bardzo włoskie – brak formalizmu i praca jak w rodzinie (boh, przecież pracuję w rodzinie avvocatów, więc czemu ja się dziwię?).
Koniec z prawniczą gadką. Coinquiliny bardzo mi się udały, w domu przewijają się różne koleżanki i koledzy, jest miło, choć sterylnie czysto (i znów sprzątanie trzy razy w tygodniu). Dziś, wracając z pracy, spotkałam jedną z przyjaciółek Cristi, przegadałyśmy powrót do domu, umawiając się na martedi` grasso (ostatki) na imprezę. A będzie kumulacja: dzień kobiet, ostatki i festa w maskach karnawałowych w Demode, czyli klubie jak to mówią „molto underground”, gdzie Amleto pracuje jako responsabile del bar.
Dziś tłusty czwartek, a ja nie zjadłam ani jednego pączka! Jedyne, co było tłuste w moim menu to pasta z pancettą (boczkiem). A makaron wyszedł dziś idealnie al dente.

5 komentarzy:

Unknown pisze...

Oj Pruszynko! Ty zdolna dziewucho!Czyta mi się twoje teksty jak dobre felietony:)Pisz dalej!
Mój włoski co prawda intermediate, ale czasami kumam jakieś wtręty:P

Pozdrawiam Ci serdecznie!

Woszczyk

KarolinaBlaszczuk pisze...

Jeszcze trochę tam posiedzisz, wkręcisz się w prawnicze rozkminy i podejdziesz wraz ze mną do egzaminu we wrześniu. ZOBACZYSZ!

Anonimowy pisze...

Agaaa

Czekam (z innymi fanami tego bloga) na kolejne niusy oraz ZDJECIA(!) Twoich eleganckich outfitow!

Carrie

PS A ja mam (w koncu) brzuch wiekszy od biustu hihi -jeszcze miesiac

qb pisze...

mam nadzieje, ze ta pasta z pancetta to z groskiem byla.. ;>

apru pisze...

allora
@Woszczyk dizeki Tesoro
@ Karolina: no wlasnie cos sie boje, ze task sie moze skonczyc... :P
@ Carrie - a moze wyslesz jakies foty, Kochana?ja musze nad swoimi poracowac, cos wymysle,. bo ubrana to chodze jak dzeki kenedi
@qb - ze szpinakiem! i wiesz co? byla meeeega