wtorek, 21 grudnia 2010

akcja abstrakcja.

to trochę se popiszę, jak już siedzę w chałupie, w piżamie, w szlafroku, z katarem i z kaszlem. garść aktualności. moje silne postanowienie, że już nigdzie nie wychodzę po weekendzie legło w gruzach już w poniedziałek. z zakupami świątecznymi uwinęłam się chybcikiem, natomiast potem objezatelna siatkówka i wigilia z rusycystami. 
...
co do siatkówki - nie żebym była mistrzuniem, nawet nie jestem dobra. ani na średnim poziomie. jestem lamą. jak słusznie stwierdził mój brat, wprowadzam zamęt na boisku. zdarzają mi się akcje w stylu, że już już odbiorę piłkę, ale nagle tchórzę i się chowam. to może brzmi śmiesznie, ale wcale nie jest. szczególnie gdy gra się w drużynie z samymi facetami, gdzie aż kipi od testosteronu i sportowej rywalizacji. jestem kolorową, śmieszną, luzacką i lamowatą przeciwwagą do męskiego świata siatki w poniedziałki o 20:30. choć muszę przyznać, że robię postępy. do formy z sksów z podstawówki jeszcze daleko, ale się nie poddaję. 
...
na wigilię z rusycystami z powodu nalegań i zaproszenia na pierogi zdecydowałam się jechać na koniec świata (czytaj na skarpę w toruniu). po włosku scarpa to but, więc lubię; w toruniu to strasznie daleko, choć google mówią, że tylko 9km, to i tak dla mnie, jako osoby poruszającej się w obrębie starówki i bielan, przeważnie na pieszo, jest to jak wybranie się gdzieś hen hen. tam jest już las, zagajnik i pętla tramwajowa.
rusycyści jak zwykle nie zawiedli, były ruskie świąteczne piosenki, pierogi, sałatka, ciasto, ciasteczka, bro i wódka. i fajeczki. choć niektórzy, tu ukłon w stronę Basi-cieburaszki, mieli pewien problem z wigilią i obecnością alkoholu (bo przecież kolędy lecą, wódki nie pijmy), to i tak większość, jak przystało na wszystkie nieprawdziwe wigilie, radośnie wychylała kolejne bro/kieliszki wody życia. po pewnym czasie, jak na każdej imprezie, która kończy się późno, wszyscy zmulili, porozkładali się jak zwierzęta na podłodze i łóżku i oglądaliśmy filmiki z jutuba. wielką popularnością cieszył się niejaki pan z siłowni, który reklamuje suplementy. swoją drogą, niezłe połączenie: wigilia i hardkor koksu. w pewnym momencie, zorientowaliśmy się, że nie zdążymy na najbliższy nocny, więc z perspektywą czekania godziny dwadzieścia do następnego, jako stara cioteczka, zaanektowałam łóżko współlokatorki i radośnie przysnęłam. podobnie jak pozostałe laski.  jednak nie można tego nazwać pełnowartościowym snem, gdyż chłopcy zafascynowani hardkorem koksu, cały czas oglądali na przemian 2 filmiki. ku przestrodze załączam jeden.
...
wracam do "nieznośnej lekkości bytu". ciao!

Brak komentarzy: