poniedziałek, 31 maja 2010

patatowy smutek.

na pewno też tak macie. taki moment, że chcecie powiedzieć:
"wszyscy szczęśliwi ludzie, którzy macie wolny czas możecie mnie pocałować!"
właśnie tak się czuję. nie mam chęci, nie mam czasu, nie mam miłości, nie czuję ciepła, nie mam sensu w sobie ani poza sobą. NIE MAM.
może to z tej miłości. chuj ją strzelił. nie wiem. może z przeciążenia?
nie wiem i nie potrafię sobie odpowiedzieć na to.
...
mam za to samozaparcie, które każe mi dalej. hardość, która pozwala patrzeć prosto w słońce, chociaż razi i oczy łzawią, odwagę by mówić i robić co chcę, a dążyć do tego o czym marzę.

czy taki bilans wychodzi na plus?
ooo jaka  jestem wkurwiona! gdzie te wakacje?




















na to czekam. ściagnięte z jakiegoś fcb.

czwartek, 27 maja 2010

loca.


















rozdwojenie jaźni.



















Loca po hiszpańsku, po włosku pazza, matta (e cosi` via). Jeden z piękniejszych psów, które widziałam w życiu. Pies Svica, rzymski pies.
...
kumuluje się we mnie przekonanie o tym, że trzeba zabrać się do nauki. odkładane zaliczenia, lektury do zdania i nieobecności w końcu się na mnie zemszczą. takie mam wewnętrzne przekonanie. trzewia mi o tym donoszą. ale na razie jeszcze zbieram siły. nawet już czasami przysuwam książkę na odległość 20cm, ale koniec końców, nic z tego nie wychodzi. lubię odsuwać przyjemności.
pytanie na dziś: 




Does delayed pleasure feel better than instant gratification?


...
cudownie jest studiować prawo! zawsze jak się zaśpi na zajęcia (tak jak ja dziś), można pójść je odrobić do innej grupy (a mamy ich z 10 do wyboru). a przez awarię rowerka i podwójne zapętlenie łańcucha spóźniłam się jeszcze 15minut. swoją drogą, nie podejrzewałam, że aż tak się może poplątać... jednak rozwijanie zawrotnych prędkości na piasku i korzeniach może się źle skończyć.
wracając do wiadomości wydziałowych.
tak dziś sobie przesiedziałam i przemamrotałam zajęcia ze zobowiązań i z kpc. nawet, o zgrozo, kodeksu już ze sobą nie noszę. i nawet, ku mojemu zdziwieniu, na pytanie: "sposoby naprawienia szkody" odpowiedziałam półgłosem "przywrócenie stanu poprzedniego" (nie licząc, że ktoś to usłyszy - ale że nikt nic nie mówił, to usłyszeli wszyscy), co akurat się zgadza. nie wiem skąd to wzięłam, chyba wielokrotnie powtarzane zdania na seminarium wryły mi się gdzieś w twardy dysk i same wyskakują. dziwne.
w czytelni wpia, gdzie poszłam w celu przepisywania ruskacza, ewentualnie w celu znalezienia materiałów do referatu, znalazłam ciekawą książkę o psychologii i porzucając zamiary naukowe, całkiem dokładnie ją przestudiowałam. i o Freudzie trochę było, i o pamięci, i o emocjach. same ciekawe rzeczy! chyba naprawdę zacznę tam częściej przychodzić! 
...
tyle mojego raporto na dziś. i znów zaczął padać deszcz... managgia! perche`?

wtorek, 25 maja 2010

włoszka agnese

świeżutkie zdjęcie, które oficjalnie staje się moim pierwszym włoskim zdjęciem i będzie na stronie szkoły, w której uczę.














a tak poza tym, leżę w łóżku, kicham, prycham, umieram, nie mam siły się uczyć, a nauki tyle że ho ho ho.
niekończące się pasmo sukcesów :P kto przyniesie mi herbatki?

poniedziałek, 24 maja 2010

piątek, 21 maja 2010

chciałam umieścić coś włoskiego, ale...

wszystko wymaga głębszego przemyślenia, bo... za dużo tej zabawy w zdjęciach. co się uśmiałam to moje :)

















palma mi odbiła w Palermo

















w Neapolu zmęczyłam się praniem




























i koniec końców bawiłam się jak prawdziwa BAMBINA ETERNA

wtorek, 11 maja 2010

jest taka zorganizowana akcja...

nie to, że mamy z Weną naukę. rzuciłyśmy się na kredki i zaczęłyśmy malować.
bo jest taka zorganizowana akcja.

















od góry: dzieło Agi, dzieło Weny, dzieło wspólne.
...
Wen: jak idą kolory w tęczy?
Aga: nie wiem, wpisz w googlach

У нас чистота и порядок.

А У НАС НЕТ!

niedziela, 9 maja 2010

MORBIDABARBA istnieje naprawdę!

tajemnica włoskiej miękkiej brody rozwikłana! morbidabarba istnieje!
...
prolog
w marcu zastanawiałam się z Ludwiką nad tajemnicą miękkiej włoskiej brody (w porównaniu do twardej zazwyczaj polskiej brody). stwierdziłyśmy, że Włosi muszą mieć jakiś tajemniczy specyfik, który daje im miękkość brody. i bawiąc się słowami, utworzyłyśmy słowo MORBIDABARBA - czyli zmiękczacz do brody (morbido-miękki, barba-broda) spróbujcie to wypowiedzieć imitując włoski akcent! pura gioia! oczywiście było to słowo wymyślone, typowe słowotwórstwo "z bani". comunque, takie małe wynalazki cieszą nas, a poza tym, ładnie brzmią!
...
a teraz okazuje się, że taki specyfik jednak istnieje!
testimonianza mojej koinkłiliny (Wena, lat 23) wywołana rozmową o męskim zaroście:
"mój wujek mieszka we Włoszech i tego używał, i teraz używa tego mój tata... i faktycznie ma miękką brodę. naprawdę!"
po czym Wenka wykonała telefon do swojego taty w celu zapytania o nazwę specyfiku i oto on:
morbidabarba!






tu macie jeszcze piękną stronę o tym jak pielęgnować BRODĘ i jak się GOLIĆ i porady od BARBIERE. no i jak mnie ktoś zapyta czemu wolę Italię, no to serio, chyba pokażę mu tę stronę :)
tą radosną notizią kończę i życzę wam wesołej niedzieli :)

Wasza Natasza

czwartek, 6 maja 2010

obiady czwartkowe.

proponuję rozpocząć tradycję wspólnych obiadów (niekoniecznie jak Stasiu Poniatowski w czwartek, ale czemuż by nie?)
oto co ciocia Wikipedia mówi na ten temat:

Obiady czwartkowe – organizowane przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego na wzór paryskich salonów literackich, spotkania intelektualistów polskich.
Pierwsze spotkanie odbyło się w 1770 r. Obiady czwartkowe organizowane były regularnie co tydzień i trwały od trzech do czterech godzin. Przeważnie odbywały się na Zamku Królewskim, latem w Łazienkach. Celem spotkań były rozmowy na tematy związane ze sztuką, nauką, omawianie dzieł literackich.
Na obiadach czwartkowych spotykali się artyści, czyli malarze, rzeźbiarze, poeci, literaci itp. Obiady czwartkowe pełniły funkcje nieomal kulturalnej instytucji, której działalność znacząco wpłynęła na rozwój literatury tego okresu. Prasowym organem obiadów czwartkowych były Zabawy Przyjemne i Pożyteczne. Król rozmiłowany w literaturze i sztuce, przywiązywał do tych cotygodniowych spotkań ogromną wagę, organizując je regularnie mniej więcej do 1777 roku. Obiady kończyły się poprzez wniesienie na sale i podanie królowi suszonych śliwek, gdy władca był już zmęczony.
Oprawę kulinarną spotkań zapewniał pierwszy kuchmistrz w Europie Paul Tremo.

PROPONUJĘ WIĘC: spotykajmy się na obiadki! 

ja mogę gotować, na składniki zrzuta, mogę oferować też lokal na 2-3h w czwartek :D
NIE ZMYWAM! a na koniec subtelnie daję znać, że macie sobie iść, podając suszone śliwki!
co Wy na to?

dzisiejszy obiadek z rusofilami


proszę wpisywać się na listę ;)

środa, 5 maja 2010

tatau family a Roma

jedna z opowieści rzymskich. tatau family, czyli studio tatuażu w okolicach Pigneto, rzymskiej dzielnicy alternatywnego lansu :)
Svicolo, wiekowy tatuażysta, chodzący profesor tautażu, został zapoznany przez Lu i Szakirę w zeszłym roku, gdyż jego studio mieści się tam, gdzie była ich klatka (czy też po wrocławskiemu - brama). życiem rządzi przypadek jak widać. 
teraz przyszła kolej na mnie. po całym dniu latania po Rzymie, poszłyśmy do Svica i tak oto dorobiłam się fotografowania tatuatore podczas pracy, co było zawsze moim cichym marzeniem.
















































poniedziałek, 3 maja 2010

Rome my home, czyli wielki lans w wiecznym mieście

dziś ostatni dzień w Rzymie. muszę przyznać, że Roma dobrze daje. (oj dajje). wszystko czego można zapragnąć e di piu`. pyszne, pyszne lody o 2 w nocy, kawy, pasty, festy do wcześnie rano, zakupy na porta portese. w dodatku wszystko to w doborowym towarzystwie, mej amiki di cuore, Lu (której oddaję teraz pokłony i pokłoniki:) ) i wszystko do opisania później.
właśnie zastanawiam się, do którego parku iść i rozłożyć się z vanity fair na trawie... i zaraz zjem na śniadanie pysznego cornettiego i cappuccio. bene grazie ciao!














mały lans pod pomnikiem goehtego




















domina, czyli Lu w swoim żywiole















eccoci qua!




















villa borghese




















nasz szpanerski późny lancz.















lewcio stefcio.




















donna w kolonnach.




















lans mieszkaniowy na makatce i z boomboxem (to nie my go popsułyśmy)




















e` proprio Fellini chi dirige la nostra vita.