czwartek, 29 stycznia 2009

egzaminy finiti e basta!

i już jestem pięknie wolna:) che gioia:)
zdałam kino po 9h czekania na egzamin, a dziś literaturę i angielski orale. w dodatku wyrobiłam się z nimi w godzinkę:) pani Brytyjka, bardzo miła, pogadała sobie ze mną o mózgowej wieży babel i wpływie postępu naukowego na nasze życie. a moja lektorka, którą spotkałam powiedziała, żebym wpadła jeszcze na zajęcia. miłe.
powietrze wiosenne, błękitne niebo, ciepły wiatr - niezłe luksusy jak na koniec stycznia. tak jak u nas marzec. zaraz idę in giro w miasto, ale nie tylko po to by po trzech tygodniach nauki pooddychać świeżym powietrzem; są również saldi, czyli obniżki :)
a jutro wyruszam pociągiem do Romy i zaczynamy wycieczki z Kucielkiem. nareszcie, nareszcie. wyczekiwana marchewka, która motywowała mnie do roboty! w sumie to całkiem romantyczne, my w Rzymie :) już nie mówię ile jest zbiegów okoliczności, to prawda, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. w piątek, oprócz mojej Dopaminki, Magdy i Marcina przylatuje jeszcze Marta i szpony Stefana, a w sobotę Lu i Szakira.
zaczyna się zabawa.

niedziela, 25 stycznia 2009

branzolity.

branzolity miałam dzień. ale napisałam tesinę z "wyspy artura" 7,5 strony po zmianie na "odpowiednią czcionkę" wyszło 9, 5:)polecam Verdanę.
książka z literatury, "wyspa" po polsku, "wyspa" po włosku, monografia o Elsie Morante, opracowanie jej twórczości, słownik synonimów i antonimów, słownik garzanti, słownik włosko-angielski, ling.pl, 14 godzin pracy...
...
uświadomiłam sobie, że kiedy czytałam lekturę (po polsku) musiałam być bardzo zmęczona, bo nie sczaiłam, że ojciec głównego bohatera, o którym jest ostatnie 100 stron był gejem. nie wiem jak to możliwe ;]
...
moje najukochańsze wymyślone zdania (po włosku ładniej brzmią)
1/ Rzeczywistość i fantastyka obecne są w sposobie kreacji świata przedstawionego - Morante opisuje wyspę w sposób baśniowy i mityczny, przekonania głównego bohatera pełne są figur iluzorycznych, najważniejsze osoby w jego życiu są tylko refleksami jego wyobraźni. W przeciwieństwie do tego, rzeczywistość wydaje się być nieznośnym wrzaskiem i Artur zamknięty w skorupce swych mitów powoli stara się z nich wyzwolić.
2/ Wyspa dla Artura była jego locus amoenus, czyli miejscem wyidealizowanym i ukochanym, jego światem. Czym jeszcze? W dedykacji opisana jako "czyściec" dzieciństwa, była nie tylko miejscem w sensie geograficznym, lecz także metaforycznym, o walorach egzystencjalnych. Z którym żył w harmonii, w zgodzie z jego rytmem; zaglądając głębiej, miejscem, które stało się symbolem jego dziecięcej wizji świata. Raz opuszczona, nigdy więcej cię nie ugości, lecz stanie się "rajem utraconym", który możesz przywołać jedynie w snach/marzeniach.
3/Ostatecznie, Artur, tak jak Elsa Morante odcina się od rodziny, ponieważ do niej nie przynależy; oboje doświadczają bólu wykluczenia, oboje znajdują pocieszenie w literaturze i ucieczce od rzeczywistości. Morante opisując proces dojrzewania zarówno z pozycji obserwatora, jak i uczestnika wydarzeń pozwala nam razem z nimi odbyć tę podróż, pewien rodzaj katharsis, który daje nam rozgrzeszenie z błedów naszego dojrzewania.

podsumowując, polecam "Wyspę Artura" Elsy Morante.

czwartek, 22 stycznia 2009

rabbit.


w co się zmieniasz po 2 tygodniach konpehaskiej (sałata i marchewy)?
inspired by M. :*

środa, 21 stycznia 2009

supermercato

siedząc przed egzaminem z literatury (zaczął się o 9, skończył o 17 i oczywiście byłam ostatnia na liście) przysłuchiwałam się rozmowie dwóch włoszek. a raczej trudno było się nie przysłuchiwać, bo one w klasyczny włoski sposób darły się do siebie ;]
mówiły o jakimś koledze, który hmm... jakby to określić... bierze co mu wpadnie w ręce. sytuacja dotyczyła jakiejś imprezy, na której powiedział do jednej z nich: "eee... idę se coś wyrwać".
włoszka1: to jak w supermarkecie!
włoszka2: nooo, bierze co popadnie... to tu mu coś przyciągnie wzrok, to tam...
włoszka1: uwaga! promocja! tylko 2 euro!

koniec.

piątek, 16 stycznia 2009

mój setny post

mój setny post nie będzie ładny.
pieprzony arturo, manganelli, moravia, pasolini! pieprzone Indie! pieprzona literatura! muszę czytać książki i napisać pracę. i w poniedziałek egzamin.
nie mam siły. pieprzona kopenhaska!
tylko moje łóżko jest dla mnie wyrozumiałe.
...
"Nigdy strach nie przekroczy progu
tej wysepki w błękicie
I ty nigdy nie poznasz prawa,
którego ja, jak wielu innych, się uczę
i które rozdziera me serce:
poza czyśćcem nie ma raju"

środa, 14 stycznia 2009

raport z pola bitwy.

melduję posłusznie, jak idzie mi z kopenhaską.
pomimo, że brakuje mi śniadania - kawa nie jest w stanie go zastąpić - to chyba i tak wolę ją niż marchewkę solo, z którą dziś rano męczyłam się 40 min. (miłe urozmaicenie).
za to kolacja dostarcza energii na cały wieczór i nie jestem głodna, co jest wielkim wow!
tak poza tym, to mam dziś święto lasu, bo i befsztyk i rybka :) z to w piątek już zapowiadam apocalypse.now. kawałek mięsa i herbata na cały dzień to jest jakaś masakra. dobrze, że czytanie książek nie wymaga dużo energii. oglądanie "dextera" i "tajemniczych złotych miast" też. lucky me! najwyższym wydatkiem energetycznym będzie pójście po zakupy.
...
wczoraj zauważyłam jakąś lukę w systemie. poszłam na kolejny egzamin i znów nie byłam na liście. wieczorem w internecie odkryłam, że fakt, iż wpisałam egzaminy w plan studiów nie zmienia faktu, że muszę się na każdy zarejestrować. a na te, co zostały już nie mogę, bo one ustne, więc nie będzie zabawy:( całe szczęście włosi choć formaliści (w sensie ilości papierków), to nie świnie i bez problemu dopisują każdego delikwenta do listy :)

myśl na dziś: za dużo naczytałam się o kompozycji na writing i teraz szukam swojego topic sentence w wyżej wyprodukowanych fragmentach, układam paragrafy i sprawdzam cohesion.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

bo Kuciel ma wiele twarzy. tu Mudżyn

nie lubię poniedziałku

ale chyba nie aż tak bardzo :) mam wolne i jedynym moim zobowiązaniem jest nauczyć się do egzaminu z literatury - maledetto- 8 książek :(( (a termin na za tydzień), napisać monografa z jednej z lektur, zdać po drodze angielski na poziomie C2 i zrobić analizę translatorską 2 rozdziałów "ferdydurke". co do osatniego to czytałam, a i owszem, ale jeszcze nie mam pomysłu jak to ugryźć, bo oprócz synonimów, pominięcia paru zdań i różnic stylistycznych niewiele widzę.
fuj!
z fajnych rzeczy, to dziś na śniadanie, oprocz tradycyjnej kawy z cukrem, zjadałam kawałek grzanki. rozkosz! i 3 seria "dextera" ściągnęła mi się w 70% :)
idę zaszyć się teraz w pokoju i nie podchodzę do kompa póki nie przeczytam co najmniej 150 stron.
trzeba ćwiczyć silną wolę nie tylko gdy chodzi o papu.

sobota, 10 stycznia 2009

piątek, 9 stycznia 2009

duńskie utwory

wreszcie odtajałam po Świętach i po mroźnej zimie. nie miałam kompa, nie korzystałam za dużo z internetu, siedziałam z Fidanzato, Rodziną, spotykałam się ze znajomymi. jak widać - nie pisałam.

no to, jak mawiała babcia Ornat, startujemy!
primo: melduję posłusznie, że w Bolonii temp. -1, słońce i nie robi się ciemno o 15:)
secondo: jak chopinowska, to uwielbiam, fletowa - wymaga ćwiczenia, warszawska - niech ją dunder świśnie! o czym mowa? o etiudzie!
kto był, ten wie ;) wąż pasażerów przed check-in, jedna kolejka na odprawę do 4 lotów, samemu trzeba przetachać bagaż na "rentgen" i last but not least, beznadziejna poczekalnia - stoisko z kawą, mikroskopijny bezcłowy kiosk i jeszcze jeden z gazetami. bieda.
a pamiętam jak dostałam od moich tanich linii wi**air maila z petycją o pozostawienie tego "terminala" jako ostatniego bastionu tanich lotów. by-zy-dura chciałoby się rzec.
terzo: z wiadomości pociesznych - przy wykrywaczu jak zwykle zabrzęczałam. musiałam zdjąć buty, ale i tak brzęczało. więc przefroterowałam obleśną lotniskową podłogę. i co się okazało? że to mój zestaw bransoletek. bardzo mądrze, prawda? ;)
quarto: ponieważ apetyt jak zwykle mi dopisał i jedzenie również, i z wakacji pozostały "wspomnienia", od jutra zaczynam dietę kopenhaską. egzaminy+marsze na uczelnię+ćwiczenia+brak jedzenia... powinno zadziałać :)
dobra to dieta dla erasmuski - oszczędna :)

od jutra również zaczynam egzaminy, kolejno 9, 13,19 i 28, w międzyczasie analiza translatorska i esej na 10 stron. jeśli zniknę to albo porwało mnie ufo, albo zdechłam od nauki. albo mnie kopenhaska zabiła.
ciekawe co jest najbardziej prawdopodobne :)