niedziela, 28 września 2008

bo życie jest męczące.

nawet nie wiem dlaczego wakacje... przecież zamiast uczciwie uczyć się do egzaminów, uczciwie odsypiałam niedospane rumuńsko-włoskie imprezy. coś tu nie kali. może to brak żelaza? nawet wakacyjny-relaksacyjny rejs mnie zmęczył. chociaż z męczących rzeczy to zrobiliśmy z Kucielkiem jeden obiad i ja jemu może z półtora słodkiej chwili.
...
ale jak się pysznie najadłam sałatkami greckimi, ośmiorniczkami, krewetkami, kalmarami, nadziewanymi pomidorami, wszystkimi greckimi specjałami. ślizgałam się po marmurowych schodach na akropol (bo padał deszcz-pierwszy od pięciu miesięcy, a ja w piankowych japonkach). to, że jeszcze się mam czym uśmiechać to zasługa szanownego Narzeczonego i jego silnego ramienia (tu ukłony w jego stronę).
a teraz bolonia i szukanie mieszkania. dziś już obczajone 2 klitki, jutro 7. mam nadzieję, że nie będę już hołmless.
trzymta kciuki!

4 komentarze:

Unknown pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

no tak! przez żołądek do serca,jak to mawiali. Serce zdobyła-żołądek zaczęła olewać...eh!życie jest ciężkie. dobrze,że te półtora słodkiej chwili nie było jedynymi słodkimi chwilami jakie były:D
~m

Anonimowy pisze...

głupi jest ten blog!-w sensie że strona! czemu pomimo,że wpis usunąłem wyświetla się "Maciej pisze..."
~m

ahio pisze...

nie ma co! mam szaloną siostrę,najcudowniejszą :* teskno mi za Tobą! hołmless? to gdzie Ty teraz spisz:P?
muah;*