Praca niszczy. Tę myśl na dziś niech zachowa każdy człowiek, który jeszcze nie pracował na pełnym etacie. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że większość narodu ma już za sobą to doświadczenie. Mannaggia, jak mnie bolą plecy! Allora, relacja z pierwszego dnia pracy.
Miałam pojawić się w studio ok. 10. Avvocato Massimo dzwoni o 9, że ma udienzę al tribunale i jak chcę to mogę dołączyć lub też przyjść do studio o 12. Zgadnijcie co wybrałam? J Oczywiście było to spowodowane jedynie tym, że nie wiem, gdzie jest tribunale. Poszłam więc do supermercato, ale haha, zapomniałam portfela (co odkryłam, gdy koszyk był w połowie pełny), więc na zakupy poświęciłam dwa razy więcej czasu niż powinnam. Dokładanie a mezzogiorno pojawiłam się pod kancelarią. I czekam, i czekam, i Massimo nie odbiera, więc czekam dalej. W końcu oddzwania informując, że wszyscy wiedzą, że mam przyjść, więc tranquillamente mogę iść do studio legale sama, bo on jeszcze chwilę posiedzi w sądzie. Wchodzę. Dzwonek, marmury, atmosfera pracy i intelektualnego wysiłku. Wita mnie dziadeczek, avvocato Paolo mówiąc: „Buongiorno, io sono papa`”, na co ja: „Buongiorno, io sono Agnese, polacca”, a on, że spoko spoko, tu jest biuro, tu jest avvocatessa Emanuela, tu usiądź sobie dziecko przy biurku, po czym po krótkiej rozmowie dostarcza mi manuale di diritto privato, komentarz, kodeks i mówi, żebym sobie spokojnie pracowała. Więc grzecznie siedzę i czytam. Z zawrotną prędkością 2 strony na godzinę. Rozprasza mnie dużo rzeczy – między innymi pergamena pana Paolo i jego syna Vito (czyli ozdobny dokument potwierdzający ukończenie studiów prawniczych). Wiem stąd, że najmłodszy z rodziny avvocatów ma 37 lat i obronił się 11 lat temu (czyli jak na Włocha wcześnie), a najstarszy ma lat 72. Jeszcze nie wiem, ile lat ma avvocato Massimo, ale znajdę i jego pergamenę i się dowiem. W studio, oprócz panów Ch. jest huk prawników, miło uśmiechających się Włochów, którzy biorą mnie chyba za jakiegoś NAUKOWCA. Pewnie dlatego, że widzą mnie nad książką, że riczerkę robię do magisterki, że prawo porównawcze, że mówię też po angielsku, że elegancko ubrana. A ja siedzę z kodeksem w dłoni (który jest łatwy do zrozumienia), pochylam się mądrze nad komentarzem (który jest trudniusieńki), zaglądam do manuale (który jasno tłumaczy, co i jak) i zastanawiam się jak to mądrze rozegrać, aby dużo się nauczyć, coś ciekawego porobić i nie umrzeć po drodze. Sama się dziwię, że CHCE mi się uczyć, że już pierwszy dzień riczerkuję, i głupio mi jak zaglądam na fejsa, bo przecież mam pracować. O to siebie nie podejrzewałam, o tę protestancką pracowitość i uczciwość. Comunque, na początek zamierzam zapoznać się z prawem prywatnym, bo jak powiedział avv. Massimo „chi passa diritto privato diventa avvocato”. Będę chodziła do sądu, niebawem na wokandzie sprawa związana z moim tematem mgr, więc avv. się cieszy, a ja z nim. Dużo czasu będę poświęcać na zgłębianie tajników włoskiego prawa, będę miała do tego drugie, spokojniejsze studio (gdzie jest mniej ludzi i lepsze warunki do nauki) w Mola, niedaleko Bari. Wracając jeszcze do personelu, w kancelarii jest też aplikantka, która już półtora roku pracuje za darmo, ale przynajmniej nie płaci za aplikację; niebawem czeka ją egzamin końcowy, jeżeli zda – jest pełnoprawną avvocatessą.
Najlepszy z dzisiejszego dnia był obiad. Avvocato Massimo gadający cały czas w passato remoto i tagliatelle z ricottą i świeżutkimi krewetkami. Jezus Maria Pacyfik (podobno ktoś kiedyś nazwał tak swoje dziecko), to było mistrzostwo świata. Pracować będęod 9 rano do 20/20:30, ale uwaga! Z czterogodzinną przerwą obiadową. Czyli nie mogę narzekać.
A post o calcio już niebawem. Idę się socializzarmi z moją coinquiliną Cristiną i jej gośćmi, bo przyjechała cała masa włocha. A presto!
….
Z ostatniej chwili. Jestem po nie-wiem-ilo-daniowej kolacji. Przystawki z krewetkami i łososiem, pasta z krewetkami, sałatka (dla odmiany z łososiem), ciasta, likier padre pedro, wino, i dio jeden wie, co jeszcze. Dzisiejszy dzień sponsorują słowa: praca, krewetki, łosoś. I dobra integracja z włoskim narodem.
A na deser моя комната.

1 komentarz:
Kochana, a kto Ci sponsoruje te wszystkie pyszności? Normalnie zaczynam się robić głodna ;/. 1,5 roku pracy za darmo...jestem w ciężkim szoku! Szok rozprzestrzenia się także na pracę do 20:30! Nic to ta 4 godzinna, nie wiadomo poco przerwa. Wolałabym już być w domu na 17!
Prześlij komentarz