dla zaznajomienia się, zabicia czasu, często też zupełnie bezsensownie i bezcelowo grałyśmy sobie z włochami w grę typu pytania-odpowiedzi, ewentualnie uzupełnioną o wyzwania. mi raccomando: trzeba uważać w co się gra, bo można się nasłuchać tzw. kocopołów (a to w pewnym momencie już naprawdę boli, uszy krwawią w sensie figuratywnym), a poza tym grając całe wakacje w jedną grę, można się zanudzić. allora, grę trzeba dawkować w rozsądnych ilościach. chyba lepiej zainwestować czas i uwagę w naukę gry kartami neapolitańskimi (to drugi rodzaj kart, oprócz francuskich, bardzo popularny w Italii).
gra polega na tym, że jedna osoba zadaje pytanie, a wszyscy odpowiadają. i tak bez końca (nikt nie wie kiedy gra się kończy, czasem wyzwaniem, że leżymy na podłodze i się nie odzywamy i kto dłużej wytrzyma, a czasem... boh....? moja babka w czterdziestym ósmym zakończyła tę grę zupełnie inaczej). przy czym nasze pytania zazwyczaj są nudne i już znamy swoje odpowiedzi. włosi natomiast wg schematu seks-kto ci się z nas podoba-seks. więc również nuda, panie, na kilometr. no chyba, że są studentami biologii. poważnymi. no to są poważne gadki. podczas gry z biologami padło pytanie "co cię najbardziej obrzydza?". jakoś nie potrafiłam nic wymyślić, choć może teraz powiedziałabym, dłubanie w nosie? jeden z włochów na to pytanie odpowiedział "wojna", co wywołało ogólną wesołość (jakie kalkowe zdanie!), że nie jest na konkursie miss world i musi coś innego wymyślić. więc włoch sprytnie odpowiedział "gdy ktoś rzyga", co Ludwika bosko podsumowała, że schifo schifów to "soldato che vomita".
...
druga historia związana z grami. padło pytanie związane z seksem i gadka przeszła na dziwne zwyczaje seksualne. na co jeden z italiańców mówi: "mój kolega lubił jeść ze swojej dziewczyny pastę z sosem". my z niedowierzaniem dopytujemy: "no co ty, pastę, ale co? pastę taką ugotowaną? spaghetti?". włoch na to rezolutnie: "nie... RIGATONI"
...
jak widać, nasza gra choć particolare, bywa również divertente. tymi ludycznymi historyjkami pożegnam się, zawieszam się na haku na 2 tygodnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz