albo i dwie. w ostatnich promieniach jesiennego już słońca posmażyły se cycki na plażach barcelonety, napawały się architekturą gaudiego, dziełami picasso, miro', pojeździły na rowerach. pozwiedzały, poodpoczywały.
...
nie wiem, czemu barceloneta pierwsza, może za sugestią kuby, który powiedział, że barcelonę czuje się dopiero na plaży, gdy wylegujesz się na piaseczku, a lokalni sprzedawcy legalnych i nielegalnych substancji wołają: "cerveza, bieeerrra, cooolaaa, fanta.... aszisz, mariuana", a chinka propnuje "masaje, masaje". albo gdy wydepilowani i muskularni hiszpanie biegają wzdłuż plaży/jeżdżą na rowerach/ rolkach (tak jak na amerykańskich filmach o miami albo los angeles). lub też gdy pakują na plaży w prowizorycznej pakerni.
o walorach artystycznych, architektonicznych i pejzażowych dużo by pisać. dlatego napiszę o czymś innym.
o rowerach wypożyczonych od włocha z neapolu, o przejażdżkach po mieście na pięciopasmowym rondzie między samochodami, motorami i autobusami (anforgietabul), o ostrym podjeździe do Park Guell (płuca można wypluć, ale zjazd och i ach), o wpakowaniu rowerków na schody ruchome, do kolejki linowej. o świetnej infrastrukturze rowerowej, odrębnych pasach, milionach ludzi na rowerach. po prostu, mi raccomando, w barcy rower!
polecam również szukanie miejsc do jedzenia z dziadulcem (lokalny dziadulec gwarantuje niską cenę i swojskość) oraz pewien organiczny bar w bocznych zakamarkach od la rambli, gdzie można zjeść przedobrze i przezdrowo.
polecam również winko na plaży (na nielegalu, lecz smakuje wybornie), masaż od chinki, kolacje nad morzem, katalońskie sery, mojito na plaży, piadinę przy sagrada familia, szlajanie się po gotyckiej dzielnicy. wszystko, in generale, polecam.
...
przestrzegam jedynie przed tym, żeby sprawdzić godzinę odjazdu busu na lotnisko, co nie jest tak proste jakby się wydawało (by nie koczować za długo na dworcu, bo pan z psem nie pozwala spać, a potem inny pan myje wszystko szlauchem i spać niepodobna) oraz przed tym, by dokonywać check-outu w hostelu w umówionym terminie (w innym wypadku wszystkie rzeczy bardziej lub mniej prywatne pakuje niebrzydki pan z hostelu. a potem w nienajlepszym, czytaj moim przypadku, szuka się zaginionych gaci i wie o tym pół hostelu)
...







2 komentarze:
ja po ptorstu powiem fajf julo.
wróć ciepełko i piaseczku złocisty, wróć.
m.
neapolitanczycy sa wszedzie ;P
a teraz to barca jest z pewnoscia nr 1 na mojej liscie hiszpanskich miast do zwiedzenia w czerwcu.
ps. -> wizzair.com/kup_bilet#do_mnie
Prześlij komentarz