wtorek, 29 czerwca 2010

pomarańczowy post.

kolor, który mnie fascynuje.













wtorek, 22 czerwca 2010

z głową w chmurach


środek sesji, a ja z głową w chmurach. dobry nastrój, dobre towarzystwo, dobre jedzenie.













ostatnio podczas rozmowy z Kubą, przypomnieliśmy sobie, jak to w wakacje leżeliśmy w trójkę na kanapie na tarasie, gapiliśmy się w chmury i zastanawialiśmy się jakie kształty nam przypominają. poza tym bawiliśmy się w bazy na podwórku, jeździliśmy na rowerach, a naszym największym zmartwieniem było to, czy mama pozwoli wyjść na dwór. kiedyś wystarczyło tak niewiele by być szczęśliwym. tęsknię za taką beztroską.

dziś pierwszy raz ugotowałam sobie szparagi. w sumie usmażyłam na oliwie z czosnkiem. dodałam szynę i włala! (dawno już nie chwaliłam się jedzeniem, co?)














oczywiście nie obyło się bez kulinarnego faila. znów mikrofala mnie pokonała. tym razem chodziło o podgrzanie półbułki, a dziwnym sposobem zrobiło się półkuchni dymu. i pomimo wietrzenia śmierdzi od 3 godzin. kto by pomyślał, że jedna mała bułka może narobić tyle dymu?
...
nauka z rusofilami przed egzaminem z historii literatury. godzina 3 nad ranem. rozkminy, kto z pisarzy miał ksywę "arabski bies", a kto jeździł z babcią na Kaukaz. pojawia się wyraz "knutowładny" (chodzi o przymiotnik określający Piotra I). z ciekawości, googluję, lecz żadnej rozsądnej odpowiedzi znaleźć nie potrafię. zaczynam czytać artykuł Marii Janion, coś mi tam zaczyna świtać. wpisuję w google knut. co mi wyskakuje?

niedźwiadek. zaczynam się śmiać.
Adi z miną znawcy (nie widząc co się wyświetliło), próbując dalej rozkminić problem, mówi z wielką powagą i przekonaniem: knut to moneta, więc pewnie chodzi tu o Piotra I "rządzącego kasą"
Drzasta (zaglądając dalej w kompa widzi definicję na wikipedii- i zaczyna się śmiać). czyta: knut - jednostka płatnicza w cyklu powieści o Harrym Potterze.
...
the more the merrier.


poniedziałek, 14 czerwca 2010

zakaszlała ekhm ekhm i powiedziała

z Weną piją 7 piwo, wypaliły miljon fajek i teraz siedzą na komputer party.
no cóż, Włosi nie za bardzo się popisali, dobrze, że chociaż remis. cannavaro mógłby lepiej, za to simone pepe dajje dobrze. kandydat na nowego wyimaginowanego męża.
mój główny problem: jak tu się uczyć do egzaminu po tylu piwach?
wracając do futbolu, Włosi zostali zaatakowani własnym catenaccio (dla tych, co nie wiedzą, odsyłam do wikipedii). mimo to mam nadzieję, a raczej żywię pewność, że przejdą do 1/8. no ba! ścisną poślady i z moim wsparciem w postaci "kuuuuurrrrrrrwa" i flagi na ramionach polecą prosto do finałów. MAGARI! daj boże!
...
poza tym, stare porzekadło, "miej wyjebane,  a będzie ci dane" spełnia się. dziś dwie zalki, do przodu literatura, gdzie pani "nie chcę pani więcej męczyć" i bezczel na opisówce, że "idę się uczyć na inne egzaminy" zaowocowały bdb i db. cóż więcej dodać?
...
złote myśl Wenki: "ty czaisz, że te 6 browarów, które dziś kupiłam dziś obalimy?"
tą pozytywną myślą kończę dzisiejszy post
na deser drużyna Włoch















na to czekamy













z dzisiejszego meczu




















finito




niedziela, 13 czerwca 2010

urodziny już niebawem















jestem mistrzem painta. próbowałam co prawda obczaić trudniejsze programy graficzne, ale za dużo to czasu zajmowało, więc stworzyłam ten oto boski plakat w najprostszy sposób :)
...
na urodziny mamy już wynajęty tramwaj, będzie sangria (wg tajnie strzeżonej hiszpańskiej procedury), zaproszenia będziemy wręczać już niebawem! :)
oby do piątku!

środa, 9 czerwca 2010

psot numer 200.

Freud mówił, że nie ma przejęzyczeń. zamiast post wyszło mi psot. psot 200 na tym blogu uświadczyliście. od czasów, kiedy to prawie już dwa lata temu rozpoczęłam nicponiowanie, czytaj pisanie co tam, jak tam.
...
od tego czasu zdobyłam milion pińcet doświadczeń - to pewne. poznałam włoski, Włochy, napodróżowałam się, moje życie przekręciło się o 180 stopni, a potem znów. i znów.
ostatnio zastanawiałam się czy zmądrzałam? takie trudne pytania wypada sobie zadawać co jakiś czas, żeby usprawiedliwić się przed samym sobą, że jednak się give a shit. 
i co, zmądrzałam czy nie?
na pewno więcej się dowiedziałam, a to dzięki tantym esperienzom. i bynajmniej, mówię tu o wiedzy książkowej. (ale czy wiedzieć więcej to lepiej? boh...)
...
na pewno nie zrobiłam się bardziej pracowita, nie umiem lepiej zarządzać swoim czasem, nie jestem pewna czy wszystko co robię jest słuszne i prawe. może troszkę lewe?

i jak widać dalej wypisuję te same głupoty. tu powinnam napisać coś ciekawego, ale właśnie nie wiem co, więc grzecznie podkulając ogon wcisnę "publikuj posta" i zażenowana wrócę do nauki ruskacza.
Wasza na zawsze oddana Nataszka




















joł ok! grazie bene ciao. ciao ciao ciao ciauouououz!

poniedziałek, 7 czerwca 2010

leniwy weekend.

w cudny sposób przepieprzyłam 4 dni z rodzinką, jedząc pijąc, lulki paląc, tańce, hulanki, swawole.


































desperate housewives. sesja z ziemniorami ;)
.....
śniadanie na trawie - warsztaty ruchowe.


















Chopin na starówce <3



























kuglarze.




















































































mój Tatuś ma LUZ :)













niektórzy twierdzą, że nie jesteśmy do siebie podobne... ależ jesteśmy! ;)
...
a teraz już tylko mestaaa, nauka, praca.

ci sono cento modi per morire.

wtorek, 1 czerwca 2010

ha! mam sposób.


wzięłam się w garść. już wiem, co oprócz pasty jest dobre na smutki i smuteczki! w moim przypadku działa postawienie sobie dużego celu do zrealizowania i podjęcie pewnych ostatecznych decyzji. lepiej mi i łatwiej. czuję się nawet zmotywowana do działania (a to psikus).
i co dziwne, nie chce mi się nawet czekolady... może to wpływ orzechów laskowych... sąsiad doradzał, że zdrowe i prowadzą do wellbeing.
a może to po prostu przyjaciele, którzy są obok?
















foto Szakiry z Romy. piękne, innit?