pada, szaro, chołodno. dobrze, że mam pomalowaną na pomarańczowo ścianę. przynajmniej nie czuję się jak w grobie. ogólnie, nie czuję się jak w grobie, doch czuję się wręcz odwrotnie. moją głowę zaprzątają plany przyszłych wakacji. mam cel, który chcę zrealizować, swoją wyprawę, przygodę ze Wschodem.
aktualnie jestem na etapie obczajki co mi się podoba, a co nie i gdzie dokładnie chcę pojechać. zaglądam na blogi i strony podróżnicze, pytam znajomych, szukam w bibliotekach. szukam też drużyny pierścienia ;] mając taką motywację, nauka rosyjskiego idzie mi lepiej i przyjemniej. wczoraj wstępnie zorientowałam się co do transsibu, czasu przejazdów, przepisów celnych i tym podobnych. z ciekawostek: do Rosji nie wolno wwozić owoców i warzyw, do Mognolii ichnej waluty, do Chin pornografii (uwaga na różnice kulturowe), materiałów antyrządowych, radioaktywnych i religijnych. czyli wszystko jedno czy wzbogacony pluton czy różaniec - nie wolno. ponadto w ChRL mogą sprawdzać nośniki danych (CD/DVD, karty pamięci etc.) i nie wolno wwozić niewywołanych klisz. a za naroktyki grozi kara śmierci. insza inszość niż u nas w europie.
podjarałam się tą wyprawą i będę ten stan podtrzymywać, żeby nie zgłupieć od tej naszej złotej polskiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz