poniedziałek, 23 czerwca 2008

sempertyny

no i stało się. 9 godzin do godziny porażki, waterloo czy jak by to inaczej nazwać (wg nlp powinnam użyć jeszcze trzeciego sformułowania, no bo 3) czyli do egzaminu ze storia della lingua. a ja dalej w lesie wynajdując najbardziej idiotyczne zapychacze czasu: robienie sałatki po włosku, smażenie przysmaku świętokrzyskiego, wychodzenie na balkon w celu wiadomym, sprawdzanie maila... z opcji: dowiem się czegoś na temat materii, o której będę musiała jutro pisać przez bite dwie godziny słiczuję się na opcję: napiszę chociaż po 2 sensowne zdania na temat każdego z zagadnień; jakkolwiek może się to okazać niewystarczające do zdania egzaminu i nieposiadania go na wrzesień, trzymam się kurczowo tej myśli i staram wzbudzić w sobie siły do ogarnięcia tego wszystkiego. jedyną motywacja jaka pozostała, to czarowna wizja świętego spokoju z 3 w indeksie. z pasterskim pozdrowieniem.

1 komentarz:

ahio pisze...

tan mi tu!

mobilizacji wiecej!
balkon w wiadomej sprawie,no tak..

kocham sempertyny!