funkcjonowanie w dzisiejszym świecie zdecydowanie wymaga cierpliwości i pielęgnowania swojego wewnętrznego spa... kiedy wokoło wszystko wydaje się chcieć cię doprowadzić na skraj wytrzymałości, wrzasku, tłuczenia szkła, klnięcia paskudnie, wkurrwiania się na wszystko, płaczu (bo jak wiadomo wkurzone kobiety płaczą)
warto w sobie w imię wyższych wartości pielęgnować cechę cierpliwości, spokoju, olewactwa - wszystko co pozwoli uchronić naszą psyche od ześwirowania i zbytniego przejmowania się tym, czym się przejmować nie należy, bo i tak się nic nie zmieni. a wręcz przeciwnie, na pewno będzie jeszcze gorzej.
bo tak na przykład: bycie porządnym chrześcijaniniem wcale nie jest łatwe. niby 50min Mszy św., niby niedługo, ale gdy:
-homilia, kolokwialnie zwana kazaniem opiera się na biadoleniu jak to ludzie piwo piją i głośnej muzyki słuchają i że młodzież to taka i taka (sami se wychowaliście albo i nie-ja ripostuję)
-ogłoszenia parafialne trwają dłużej niż homilia (może to i lepiej z powodów w.w.)
-brak jakiejkolwiek kompetentnej osoby do śpiewania i grania (nie mówię już o organiście, ha!) i zajmuje się tym jakaś kobita, co każdą linijkę psalmu transponuje o sekundę w dół (mój Boże, słyszysz i nie grzmisz)
-jakaś piosenkarka z tyłu wyje ci w dwugłosie w skali machabejskiej chyba, w każdym razie równo daje po koleżankach
-przed tobą dwa rozwydrzone i gapiące się bachory i uśmiechnięci rodzice, w finale synek odcharkuje i opluwa ławkę
to czujesz, że coś jest nie tak. a w ławce trzyma cię tylko poczucie przyzwoitości - wobec Najwyższego... jak On to znosi, to ja też dam radę... bez kitu, Bóg musi być wyrozumiały i miłosierny skoro daje się tak chwalić ;]
a ja tymczasem zamieniłam się w planistę, małego logistyka, korespondenta we własnym imieniu z liniami lotniczymi wszelkiej maści w języku language i bukuję i bukuję, odzierając z ostatniego grosza Rodzicieli, za co notabene już zostałam zrugana i upomniana.
ale dzięki temu moje wakacyjne plany nabierają już rumieńców i wzrastają na solidnym nawozie rodzicielskiej krwawicy i mojego przeprokrastynowanego czasu.
czy już wspomniałam, że jutro mam egzamin?
1 komentarz:
hm.
co powiedziec? w życiu róznie bywa.troche cierpliwości i optymizmu ;)
damy rade, kto jak kto,ale nam sie musi udac!
egzamin? przestań, wiem łatwo mowić -zaliczysz:*
mi się dziś udało:D
Prześlij komentarz