ha! czyli moje wynurzenia czyta ktoś jeszcze oprócz mnie :) to już chyba całkiem nieźle :)
znalazłam dziś idealne mieszkanie, idealnie w centrum Bologni, piazza dei Martiri, idealne Włoszki :) za swoje 3 m2 łóżka soppalco (piętrowe - ale po włosku ładniej brzmi :P) i podłogi pod łóżkiem 258 euro:) nie jest źle...
jak byłam dzieckiem zawsze marzyłam o piętrowym łóżku; teraz z kolei jak sobie o tym pomyślę, to nie czuję tej rewelacji...
[wewnętrzny dialog
moja pamięć: a nie pamiętasz jak chciałaś sobie kupić piętrowe z ikei w zeszłym roku?
i zajebiaszczy sak pod spodem do czilałtu?
ja: noo
koniec dialogu]
...
znów wszyscy sobie pojechali... nawet jak przyjechali na chwilę to i tak zaraz pojechali...
czyli w kwestii rozrywek mogę polegać tylko na sobie, hmm a nie mam zbyt szerokiego wachlarza jego, znaczy rozrywkowego (no i nie udało mi się uniknąć powtórzenia! a niech mnie!)
oprócz accelerated learning z cywila, bo teraz to już nie mam innego wyjścia; przygotowywania Learning Agreement i załatwiania procedury erasmusowej.
mądra myśl na wczoraj od Zielancika:
"przysięgam na kobiety stałość niewzruszoną, nienawidzić ród męski, nigdy nie być żoną" ->to akurat z Fredry, podobno znalazłam to na polskim w liceum :)
mądra myśl na dziś:
"Wydzwanianie do wykładowcy w weekend bądź w poniedziałek od samego rana jest niedopuszczalne"
jeszcze teraz się uśmiecham. bezcenne. lepsze niż miny Niemców po meczu ;]
poniedziałek, 30 czerwca 2008
niedziela, 29 czerwca 2008
summertime
szczęśliwa. bo?
bo:
cisza
chłód nocy
woda z sokiem porzeczkowym
szumiące drzewa
wcale nie potrzeba dużo.
bo:
cisza
chłód nocy
woda z sokiem porzeczkowym
szumiące drzewa
wcale nie potrzeba dużo.
piątek, 27 czerwca 2008
delusioni
Ostatnio odkryłam, że łatwo mi się pogodzić z rozczarowankami (takimi małymi, bo z dużymi to już większy problem). czyżby to wpływ filmów i książek z neorealismo? ;]
nawet zaczyna mnie to troszeczkę bawić. myśl, której unikasz, boisz się, okazuje się spełniać i nie masz na to najmniejszego wpływu. to jak płynięcie w stronę wodospadu ze świadomością, że zaraz spadniesz, które paradoksalnie nie powoduje żadnego strachu, ponieważ wiesz, że nie możesz tego uniknąć. dziwne uczucie, gdy chcesz coś ominąć a nieuchronnie do tego dążysz.
tak jak ze szklanką, którą stawiasz wśród notatek na podłodze i którą potem przewracasz...wiesz, że tak się stanie, ale nic cię nie powstrzyma, żeby tego nie zrobić. albo z lakierem wylanym na koc, albo truskawkami, które wyleciały na klawiaturę gdy je rozdziobywałaś. przewidywalne, unikalne, a nieuniknione. isn`t it ironic?
co do rozczarowań, czasami martwię się, że to może dlatego, że mi nie zależy tak bardzo, skoro tak łatwo jestem w stanie pogodzić się z tym, co się stało. może nie chciałam tego, czego myślałam, że chcę, uroiłam sobie swoje potrzeby i marzenia, a tak naprawdę jest mi wszystko jedno?
to się chyba nazywa indyferentyzm.
z drugiej strony, mam świadomość, że zbyt dużo mi się udaje. niesprawiedliwie wobec innych. czemu mam takie szczęście? czemu dostaję kolejne szanse? czy kiedyś za to będę musiała cierpieć? przecież nie może być tak sielankowo przez całe życie.
...
odczuwam jednak coraz większą przyjemność z życia, obserwowania tego, co, jak, dlaczego, jak wpływa, zmienia, kształtuje... czasami nawet bywam szczęśliwa.
powinnam te wszystkie nieposkładane myśli zakończyć zgrabnym zakończeniem lub spuentować finezyjną puentą, ale coś jestem dziś niekapacze do tego. i styl się zrobił jakiś niewysoki.
typowa rozkmina studenta filologii. jeszcze powinnam się porozczulać nad składnią.
nawet zaczyna mnie to troszeczkę bawić. myśl, której unikasz, boisz się, okazuje się spełniać i nie masz na to najmniejszego wpływu. to jak płynięcie w stronę wodospadu ze świadomością, że zaraz spadniesz, które paradoksalnie nie powoduje żadnego strachu, ponieważ wiesz, że nie możesz tego uniknąć. dziwne uczucie, gdy chcesz coś ominąć a nieuchronnie do tego dążysz.
tak jak ze szklanką, którą stawiasz wśród notatek na podłodze i którą potem przewracasz...wiesz, że tak się stanie, ale nic cię nie powstrzyma, żeby tego nie zrobić. albo z lakierem wylanym na koc, albo truskawkami, które wyleciały na klawiaturę gdy je rozdziobywałaś. przewidywalne, unikalne, a nieuniknione. isn`t it ironic?
co do rozczarowań, czasami martwię się, że to może dlatego, że mi nie zależy tak bardzo, skoro tak łatwo jestem w stanie pogodzić się z tym, co się stało. może nie chciałam tego, czego myślałam, że chcę, uroiłam sobie swoje potrzeby i marzenia, a tak naprawdę jest mi wszystko jedno?
to się chyba nazywa indyferentyzm.
z drugiej strony, mam świadomość, że zbyt dużo mi się udaje. niesprawiedliwie wobec innych. czemu mam takie szczęście? czemu dostaję kolejne szanse? czy kiedyś za to będę musiała cierpieć? przecież nie może być tak sielankowo przez całe życie.
...
odczuwam jednak coraz większą przyjemność z życia, obserwowania tego, co, jak, dlaczego, jak wpływa, zmienia, kształtuje... czasami nawet bywam szczęśliwa.
powinnam te wszystkie nieposkładane myśli zakończyć zgrabnym zakończeniem lub spuentować finezyjną puentą, ale coś jestem dziś niekapacze do tego. i styl się zrobił jakiś niewysoki.
typowa rozkmina studenta filologii. jeszcze powinnam się porozczulać nad składnią.
czwartek, 26 czerwca 2008
challenging myself
oglądanie desperate housewives dzień przed egzaminem nie jest chyba najrozsądniejszym zajęciem.
środa, 25 czerwca 2008
endless deep :)
http://www.youtube.com/watch?v=vMv8U2ObeUU&feature=related
Like the beat beat beat of the tom-tom
When the jungle shadows fall
Like the tick tick tock of the stately clock
As it stands against the wall
Like the drip drip drip of the raindrops
When the summer shower is through
So a voice within me keeps repeating you, you, you
Night and day, you are the one
Only you beneath the moon or under the sun
Whether near to me, or far
Its no matter darling where you are
I think of you
Day and night, night and day, why is it so
That this longing for you follows wherever I go
In the roaring traffics boom
In the silence of my lonely room
I think of you
Day and night, night and day
Under the hide of me
Theres an oh such a hungry yearning burning inside of me
And this torment wont be through
Until you let me spend my life making love to you
Day and night, night and day
PRAWO CYWILNE :) yeah
Like the beat beat beat of the tom-tom
When the jungle shadows fall
Like the tick tick tock of the stately clock
As it stands against the wall
Like the drip drip drip of the raindrops
When the summer shower is through
So a voice within me keeps repeating you, you, you
Night and day, you are the one
Only you beneath the moon or under the sun
Whether near to me, or far
Its no matter darling where you are
I think of you
Day and night, night and day, why is it so
That this longing for you follows wherever I go
In the roaring traffics boom
In the silence of my lonely room
I think of you
Day and night, night and day
Under the hide of me
Theres an oh such a hungry yearning burning inside of me
And this torment wont be through
Until you let me spend my life making love to you
Day and night, night and day
PRAWO CYWILNE :) yeah
koncert życzeń
zamawiam:
baktriana (bo sahara - w dzień gorąco, w nocy zimno, i się nie spada do tyłu)
tran
i łatwy test na kpa
nie jestem zbyt wymagająca?
to są skutki sesji.
baktriana (bo sahara - w dzień gorąco, w nocy zimno, i się nie spada do tyłu)
tran
i łatwy test na kpa
nie jestem zbyt wymagająca?
to są skutki sesji.
poniedziałek, 23 czerwca 2008
sempertyny
no i stało się. 9 godzin do godziny porażki, waterloo czy jak by to inaczej nazwać (wg nlp powinnam użyć jeszcze trzeciego sformułowania, no bo 3) czyli do egzaminu ze storia della lingua. a ja dalej w lesie wynajdując najbardziej idiotyczne zapychacze czasu: robienie sałatki po włosku, smażenie przysmaku świętokrzyskiego, wychodzenie na balkon w celu wiadomym, sprawdzanie maila... z opcji: dowiem się czegoś na temat materii, o której będę musiała jutro pisać przez bite dwie godziny słiczuję się na opcję: napiszę chociaż po 2 sensowne zdania na temat każdego z zagadnień; jakkolwiek może się to okazać niewystarczające do zdania egzaminu i nieposiadania go na wrzesień, trzymam się kurczowo tej myśli i staram wzbudzić w sobie siły do ogarnięcia tego wszystkiego. jedyną motywacja jaka pozostała, to czarowna wizja świętego spokoju z 3 w indeksie. z pasterskim pozdrowieniem.
mały logistyk
funkcjonowanie w dzisiejszym świecie zdecydowanie wymaga cierpliwości i pielęgnowania swojego wewnętrznego spa... kiedy wokoło wszystko wydaje się chcieć cię doprowadzić na skraj wytrzymałości, wrzasku, tłuczenia szkła, klnięcia paskudnie, wkurrwiania się na wszystko, płaczu (bo jak wiadomo wkurzone kobiety płaczą)
warto w sobie w imię wyższych wartości pielęgnować cechę cierpliwości, spokoju, olewactwa - wszystko co pozwoli uchronić naszą psyche od ześwirowania i zbytniego przejmowania się tym, czym się przejmować nie należy, bo i tak się nic nie zmieni. a wręcz przeciwnie, na pewno będzie jeszcze gorzej.
bo tak na przykład: bycie porządnym chrześcijaniniem wcale nie jest łatwe. niby 50min Mszy św., niby niedługo, ale gdy:
-homilia, kolokwialnie zwana kazaniem opiera się na biadoleniu jak to ludzie piwo piją i głośnej muzyki słuchają i że młodzież to taka i taka (sami se wychowaliście albo i nie-ja ripostuję)
-ogłoszenia parafialne trwają dłużej niż homilia (może to i lepiej z powodów w.w.)
-brak jakiejkolwiek kompetentnej osoby do śpiewania i grania (nie mówię już o organiście, ha!) i zajmuje się tym jakaś kobita, co każdą linijkę psalmu transponuje o sekundę w dół (mój Boże, słyszysz i nie grzmisz)
-jakaś piosenkarka z tyłu wyje ci w dwugłosie w skali machabejskiej chyba, w każdym razie równo daje po koleżankach
-przed tobą dwa rozwydrzone i gapiące się bachory i uśmiechnięci rodzice, w finale synek odcharkuje i opluwa ławkę
to czujesz, że coś jest nie tak. a w ławce trzyma cię tylko poczucie przyzwoitości - wobec Najwyższego... jak On to znosi, to ja też dam radę... bez kitu, Bóg musi być wyrozumiały i miłosierny skoro daje się tak chwalić ;]
a ja tymczasem zamieniłam się w planistę, małego logistyka, korespondenta we własnym imieniu z liniami lotniczymi wszelkiej maści w języku language i bukuję i bukuję, odzierając z ostatniego grosza Rodzicieli, za co notabene już zostałam zrugana i upomniana.
ale dzięki temu moje wakacyjne plany nabierają już rumieńców i wzrastają na solidnym nawozie rodzicielskiej krwawicy i mojego przeprokrastynowanego czasu.
czy już wspomniałam, że jutro mam egzamin?
warto w sobie w imię wyższych wartości pielęgnować cechę cierpliwości, spokoju, olewactwa - wszystko co pozwoli uchronić naszą psyche od ześwirowania i zbytniego przejmowania się tym, czym się przejmować nie należy, bo i tak się nic nie zmieni. a wręcz przeciwnie, na pewno będzie jeszcze gorzej.
bo tak na przykład: bycie porządnym chrześcijaniniem wcale nie jest łatwe. niby 50min Mszy św., niby niedługo, ale gdy:
-homilia, kolokwialnie zwana kazaniem opiera się na biadoleniu jak to ludzie piwo piją i głośnej muzyki słuchają i że młodzież to taka i taka (sami se wychowaliście albo i nie-ja ripostuję)
-ogłoszenia parafialne trwają dłużej niż homilia (może to i lepiej z powodów w.w.)
-brak jakiejkolwiek kompetentnej osoby do śpiewania i grania (nie mówię już o organiście, ha!) i zajmuje się tym jakaś kobita, co każdą linijkę psalmu transponuje o sekundę w dół (mój Boże, słyszysz i nie grzmisz)
-jakaś piosenkarka z tyłu wyje ci w dwugłosie w skali machabejskiej chyba, w każdym razie równo daje po koleżankach
-przed tobą dwa rozwydrzone i gapiące się bachory i uśmiechnięci rodzice, w finale synek odcharkuje i opluwa ławkę
to czujesz, że coś jest nie tak. a w ławce trzyma cię tylko poczucie przyzwoitości - wobec Najwyższego... jak On to znosi, to ja też dam radę... bez kitu, Bóg musi być wyrozumiały i miłosierny skoro daje się tak chwalić ;]
a ja tymczasem zamieniłam się w planistę, małego logistyka, korespondenta we własnym imieniu z liniami lotniczymi wszelkiej maści w języku language i bukuję i bukuję, odzierając z ostatniego grosza Rodzicieli, za co notabene już zostałam zrugana i upomniana.
ale dzięki temu moje wakacyjne plany nabierają już rumieńców i wzrastają na solidnym nawozie rodzicielskiej krwawicy i mojego przeprokrastynowanego czasu.
czy już wspomniałam, że jutro mam egzamin?
niedziela, 22 czerwca 2008
the perfect words never crossed my mind
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
