dziś o złorzeczeniu. teza numer jeden. język włoski jest zdecydowanie bardziej bogaty w przekleństwa metafizyczne niż język polski. z dotychczasowych obserwacji i ususu wysnuwam tezę, że polszczyzna preferuje wulgaryzmy opierające na seksie i anatomii. zgrabne kurwa, czy skurwysyn odnosi się przecież do wątpliwej moralności podmiotu lub matki podmiotu. chuj, pizda, zajebisty, pierdolić mają z kolei wyraźne konotacje erotyczne. tu minidygresja: wulgaryzmy odnoszące się do seksualności, w moim mniemaniu, blokują tworzenie w języku ładnych określeń na sferę płciową człowieka. u nas to albo anatomicznie, albo wulgarnie, albo po dziecinnemu.
włosi, oczywiście, też używają podobnych określeń, jak np. znane cazzo. natomiast mają również mnóstwo wulgaryzmów, sensu stricte przekleństw o charakterze metafizycznym.
pierwsze z brzegu, które przychodzi mi do głowy to li mortacci tua - a odnosi się do złorzeczenia na zmarłych (urban dictionary tłumaczy to jako to your lousy dead ancestors!, czyli jak widzicie, niezbyt to miłe), ponadto słówko maledetto, czyli przeklęty, madonna puttana, porco dio - tu już dosyć konkretnie obrażamy sferę uczuć religijnych. zapomniałabym o mannaggia, popularnym włoskim przekleństwie, które wywodzi się z południa, z wyrażenia male n'aggia - male ne abbia, czyli coś w stylu niech go licho!
jestem przekonana, że w kraju nad wisłą (i odrą) wywołałoby to oburzenie, ale nie jest to aż tak offensive jak w italii. co prawda, w codziennym użyciu, włosi nie mają problemu, by wyzwać Maryję czy Boga wjeżdżając na ich reputację seksualną. jest to traktowane dość lajtowo, natomiast odnosi się do głębin duszy i świętości, na które włosi są bardziej wyczuleni niż my, słowianie (o słowiańskiej duszy i polskim ziemniaku kiedy indziej).
muszę jednak przyznać, że byłam kiedyś świadkiem sytuacji, gdy jeden z polskich chłopców obraził drugiego metafizycznie, wjeżdżając mu na wątpliwą moralność i łącząc to ze słowem "dusza". quite impressive. doceniłam to, jako wrażliwość w złorzeczeniu na nieco wyższym poziomie niż swojskie kurwa czy spierdalaj. chłopiec zresztą też nienajgorszy. wracając do tematu, trzeba przyznać, że nieczęsto słyszy się u nas słowo dusza. zazwyczaj kojarzy się ono z kościołem, śmiercią, mikołajem sępem szarzyńskim (najczęściej pojawiające się skojarzenia w grupie stu ankietowanych). a tu proszę: da się! polsko! przeklinaj subtelniej! pomyśl o duszy! oderwij się od wyświechtanej kurwy!
...
dlatego tak ciężko jest mi wyjaśniać wulgaryzmy z włoskiego. wiele z nich możemy przetłumaczyć na ubogie i bezbarwne, moim zdaniem, kurde, które nie jest ani wulgarne, ani ładne. inteligencie, nie używaj kurde, kurczę, kurczę blade. toć to słabe, do kurwy!
nie darzę wulgaryzmów wielką miłością, choć one, ze swej natury, posiadają wielką moc afektywną. jeżeli ktoś nie umie dobrze przekląć, to nic w życiu nie osiągnie. odwagi trzeba, jaj, swobody! nie postuluję tu bezmyślnego używania wulgaryzmów, lecz apeluję o cieszenie się nacechowanymi emocjami i siłą wyrazami naszej madrelingua. choć, z drugiej strony, człowiek inteligentny jak ma komu powiedzieć co do słuchu, to nawet homeryckimi porównaniami i trzynastozgłoskowcem to uczyni!
...
na koniec wspomnę tylko kilka ulubionych wyrazów, których mój szanowny Tatuś używa jako określeń na nielubiane osoby.
psychiczny.
manekin.
i moje ulubione:

1 komentarz:
Faber też używał słowa carogna. Prawie jak Twój ojciec.
A właśnie przypomniało mi się, jak współlokatorki koleżanki zażyczyły sobie, żeby przełożyć im "stronza italiana" na polski. Efekt: biegały wesoło pokrzykując "pinda włoszka!" :)
Prześlij komentarz