środa, 9 lutego 2011

last but not least.

czyli prawo podatkowe. niby są do ogarnięcia tylko skrypty i pytania, ale ja już nie dam rady! ostatni egzamin na studiach powinien pójść siłą rozpędu, lecz jakoś nie idzie.
po studiowaniu podatków mogę powiedzieć jedno: świat jest zły, ludzie są wrodzy, wszędzie czyhają na nas daniny na rzecz aparatu przymusu, jakim jest państwo. niech przyjedzie jakiś rycerz na białym rumaku i uwolni mnie od tych skryptów! choć w obecnym  stanie ducha i a propos materii, może po mnie przyjechać jeno inkasent podatkowy.
ten jakże pesymistyczny post, beznadziejny i nieciekawy (samobiczuję się przy podatkach, to na blogu też czemuż by nie?) dedykuję wszystkim zmagającym się w swej egzystencji z materiami, które nie są ani trochę pociągające, przy studiowaniu których dreszczyku emocji brak.
zapiję to herbatką cytrynowo-limonkową i hejże ho z powrotem do kieratu. 
...
"Do podatków nie wystarczy umysł matematyka; tutaj potrzebny jest filozof." Albert Einstein

Brak komentarzy: