sobota, 18 września 2010

playing games.

dla zaznajomienia się, zabicia czasu, często też zupełnie bezsensownie i bezcelowo grałyśmy sobie z włochami w grę typu pytania-odpowiedzi, ewentualnie uzupełnioną o wyzwania. mi raccomando: trzeba uważać w co się gra, bo można się nasłuchać tzw. kocopołów (a to w pewnym momencie już naprawdę boli, uszy krwawią w sensie figuratywnym), a poza tym grając całe wakacje w jedną grę, można się zanudzić. allora, grę trzeba dawkować w rozsądnych ilościach. chyba lepiej zainwestować czas i uwagę w naukę gry kartami neapolitańskimi (to drugi rodzaj kart, oprócz francuskich, bardzo popularny w Italii).
gra polega na tym, że jedna osoba zadaje pytanie, a wszyscy odpowiadają. i tak bez końca (nikt nie wie kiedy gra się kończy, czasem wyzwaniem, że leżymy na podłodze i się nie odzywamy i kto dłużej wytrzyma, a czasem... boh....? moja babka w czterdziestym ósmym zakończyła tę grę zupełnie inaczej). przy czym nasze pytania zazwyczaj są nudne i już znamy swoje odpowiedzi. włosi natomiast wg schematu seks-kto ci się z nas podoba-seks. więc również nuda, panie, na kilometr. no chyba, że są studentami biologii. poważnymi. no to są poważne gadki. podczas gry z biologami padło pytanie "co cię najbardziej obrzydza?". jakoś nie potrafiłam nic wymyślić, choć może teraz powiedziałabym, dłubanie w nosie? jeden z włochów na to pytanie odpowiedział "wojna", co wywołało ogólną wesołość (jakie kalkowe zdanie!), że nie jest na konkursie miss world i musi coś innego wymyślić. więc włoch sprytnie odpowiedział "gdy ktoś rzyga", co Ludwika bosko podsumowała, że schifo schifów to "soldato che vomita".
...
druga historia związana z grami. padło pytanie związane z seksem i gadka przeszła na dziwne zwyczaje seksualne. na co jeden z italiańców mówi: "mój kolega lubił jeść ze swojej dziewczyny pastę z sosem". my z niedowierzaniem dopytujemy: "no co ty, pastę, ale co? pastę taką ugotowaną? spaghetti?". włoch na to rezolutnie: "nie... RIGATONI"
...
jak widać, nasza gra choć particolare, bywa również divertente. tymi ludycznymi historyjkami pożegnam się, zawieszam się na haku na 2 tygodnie. 
ci sentiamo d'inverno!


czwartek, 16 września 2010

beztytularnie.

choć mam nadzieję, że nie beztreściowo. na jeden dzień pracy, niech przypada jeden dzień odpoczynku. mój odkładany na później backup musi poczekać do jutra. albo i do października. dziś w planie mam pracę nad bałaganem w pokoju i inwestowanie w kapitał społeczny (wyrafinowana nazwa dla zobaczenia się na piwie ze znajomymi). może przejdę się do csw?
póki co akumuluję siły.
....
do wesela kuzyna postanowiłyśmy przejść na dietę. niestety, jeżeli Wenka wyciąga na obiad, kupuje czekoladę i wino, nie można jej odmówić. a wieczorem dzwoni mama skontrolować teren.

mama: i co, trzymasz się diety?
ja: nie.
mama: a co z moimi odchudzającymi babeczkami?
ja: zjadłyśmy je z nutellą.

cacao meravigliao!

środa, 8 września 2010

esaurita. gia`.

studiując ruski, włoski, ucząc się głupiej historii, gramy, opisówki czułam się zadowolona i spełniona. pomimo wontów, foszków, książęcych i księżniczkowych zapędów wykładowców wracałam do domu uśmiechnięta. nauczyłam się czegoś i pozytywnie zmieniło to moje życie, pozwoliło mi odkryć nowe horyzonty i przeżyć wiele przygód, umożliwiło mi podróżowanie na innym poziomie, wtapianie się we włoski świat i odkrywanie ruskiej duszy.
...
po 5 latach studiowania prawa czuję się tylko zmęczona. wykończona. mam wrażenie, że studiowanie prawa obnaża tylko to, jak mało umiem, ile jest rzeczy, których nie wiem. ponadto frustracja, że spędzając czas na uczeniu się języków poświęcałam mniej czasu na zgłębianie kodeksów. i że wszystko, czego się nauczyłam wypada z mojej pamięci. 
a jak to dziś stwierdziłyśmy z koleżanką (notabene również studiuje filologię) "mogłybyśmy karmić żółwie na Madagaskarze".

kiedyś pewnie zatęsknię do siedzenia po nocach i studiowania do egzaminów. o forse no?

środa, 1 września 2010

bentornata.

powróciłam. żyję. nie miałam dostępu do Internetu (błogosławienie). nie wiem jeszcze co opisać, co streścić, może jakieś cykliczne wpisy?
podsumowanie.
prawie 2 miesiące w Italii. Rzym i Galiipoli. 2 prace. dużo morza i słońca. cztery brave, belle i buone ragazze. Lu, Szakira, Misia i ja. 3 poturbowane, w tym 2 w wypadkach komunikacyjnych. jeden przedwczesny powrót, jeden ambasador, który wraca we wrześniu. dużo przygód. wakacje all'avventura. casa-casino, mieszkanie najpierw w domu przypominającym kościół, a potem w opuszczonym barze. rowery. dużo nowych znajomych, z których znów nikt nie ma normalnej profesji. zona privee`. abbronzatura da paura. mało zdjęć, które nadają się do publikacji.
koniec końców, było bosko. grazie ragazze!














na naszej ulubionej plaży.