poniedziałek, 24 listopada 2008

dzień erasmuski.

wstałam, a raczej wyczołgałam się z łóżka o 9:11, bo w sumie nie wypada nastawiać budzika i nie wstawać (za co dostałam już kiedyś opr - i nie były to ograniczone prawa rzeczowe)
zjadłam śniadanie i włączyłam kompa. czytałam newsy o naszym prezydencie ostrzelanym w Osetii i takie tam. potem gadałyśmy z dziewczynami o końcu świata i kursie euro. krótki prysznic.
po czym na chyba 3h siadłam przed kompa i oczywiście zgłodniałam.
więc zjadłam batonika bajecznego z przekonaniem, że nic już słodkiego nie zjem. po czym zjadłam opakowanie skittelsów (omijając zielone), po czym było mi za kwaśno, więc otworzyłam orzeszki w czekoladzie i zjadłam na zmianę smaku.
po czym poszłam spać:)
potem się obudziłam i gadałam na skype z Kucielkiem. ze 3 h, potem znów komp, gg, skype, wiadomości...
no i potem już zgłodniałam, więc odgrzałam obiad, tosty i zjadłam jeszcze orzeszków w czekoladzie.
troszkę desperatek na deser i dyskusje z Kubą na temat "twoja stara...", potem kolejno z Wenką, Misią, Tatą, Mamą i Kucielkiem nie są złym pomysłem na wieczór.
Erasmuska się nie przemęcza.

4 komentarze:

ahio pisze...

hah leeeen ja du jak wol pracuje.zarywam nocki a Ty? bu... lenistwo

apru pisze...

oj dziecko... za moich czasów...
to siedziałam w szkole muzycznej i nad pracą na olimpiadę z polaka, spotykałam się z Kucielkiem, a szkołę omijałam z daleka (dostałam nawet ksywę "spdalajka").
wzięłabyś przykład z siostry, a nie siedzisz po nocy nad książkami... Pracusiu. phi ;]

ahio pisze...

gupek:* to ze mnie tak dobrze wychowali to nie moja wina ze teraz jestem im poluszna na kazdym kroku hahahahaa

qb pisze...

no popatrz, to jakbym widzial swoje zycie erasmusa, tyle ze z meska odmiana czasownikow... ;P