spokojnie. pięknie.
bez pośpiechu. uczelnia: piękne mury, dwumetrowe marmurowe rzeźby, stare kamulce. unibo respect. zajęcia są ciekawe; na historii i krytyce kina oglądamy fragmenty filmów i dowiadujemy się ciekawostek o aktorach i reżyserach. o marlenie dietrich, która musiała schudnąć i przybrać cold look, żeby zrobić karierę w hollywood, o halce, która była przez wiele lat symbolem erotyzmu, o tym jak po projekcji "ossessione" zamknięto kino a potem je poświęcono.
...
żyje mi się spokojnie, nie czuję potrzeby imprezowania, mam wielką zajawę na naukę. to chyba dzięki dobrze wykorzystanym wakacjom :)
pranzo italiano.
a dziś zostałyśmy zaproszone przez chłopaka mojej współlokatorki Robi na obiadek. oczywiście wielką włoską ucztę.
na pierwsze- spaghetti z małżami (cozze, vongole), potem pasta brisee (pachnąca masełkiem) ze szpinakiem i druga z nadzieniem serowo-kukurydziano-szynkowym. pychota :)
a na deserek rolada (pan di spagna, czyli biszkopt z nutellą) do tego winko i opowieści o uomo-pam i donna-ikea (pam to sieć supermerkatów), czyli o ludziach, którzy nałogowo kupują w sieciówkach. tata Carmina kupuje wszysko z promocji, do tego stopnia, że kiedyś nakupował podpasek... bo były w promocji :)
wszyscy moi włoscy znajomi są z południa. paradoks, mieszkam na północy a obcuję z dialektem neapolitańskim.
a po obiadku, grałyśmy w neapolitańskie karty, zupełnie inne niż nasze (które nota bene są zwane francuskimi)
to chyba tyle na dziś. bez puenty, bo kończę spokojnie udając się do łóżeczka na oglądanie desperatek...
2 komentarze:
Ciesze się, że emigracja służy i podniebieniu dogadza ;) Ale mam nadzieje ze nie postanowisz zostać na stałe? :) Pozdrowienia!
na stałe? tu ją wszystko trzyma:)
Prześlij komentarz