i co? wykrakałam sobie. stałam się donna-ikea
a zaczęło się tak.
w poniedziałek po południu Kristi radośnie oświadczyła, że dziś z właścicielką mieszkania jadą po szafę do ikei!! w końcu będziemy miały coś więcej niż komodę na spółę.
jak wróciły i zobaczyłyśmy co za ustrojstwo kupiły... cztery olbrzymie, superciężkie, wielgachne pudła świadczyły o tym, że nie będzie lekko. wnosiłyśmy to w 4 i każda z nas myślała, że po drodze (brzydko mówiąc, ale cytuję Woszcza) padnie na cyce.
właścicielka pożegnała nas słowami: "tu macie młotek, gwoździe, śrubokręty (po wytłumaczeniu jak działa śrubokręt stwierdziłam, że oni chyba naprawdę myślą, że Polska jest w buszu), jakbyście potrzebowały pomocy, to zapukajcie, ale ja już idę spać" (czyli nie zawracajcie mi dupy i składajcie szafy same)
po kilku stuknięciach młotkiem, zaczęła walić w ścianę, więc przeniosłyśmy się do łazienki, ale to nic nie pomogło. (nawet podłożone ręczniki)
notabene mieszkamy nad restauracją, gdzie w nocy składają stoły, cały czas ktoś czymś wali i Bóg wie co się tam dzieje.
allora, rano zabrałyśmy się za montaż tego paskudztwa, bo w ogóle się okazało, że szafy są dwie. juhuuu!! więcej roboty. nie przekonał mnie argument, że będę miała własną szafkę. tu mam przecież opcję "minimum wysiłku". a tu się okazało, że razy dwa.
stukałyśmy, pukałyśmy, wkręcałyśmy, ustawiałyśmy, dźwigałyśmy, rozkminiałyśmy. i złożyliśmy pierwszy szkielet :) całe szczęście potem miałam zajęcia od 12-18:45 więc uchachana jak nigdy poszłam se.
na szczęście okazało się, że przyjechał tata Kristi i dokończyli robotę, zostawiając mi tylko półeczki do zamontowania, co pikusiem trwało godzinę.
jedyny minus jest taki, że teraz to już w ogóle będzie ciemno jak w grobie, bo szafy zasłaniają okno.
mehr licht!!
2 komentarze:
Hymm... pracowite i dzielne dziewuszki. Brawo! A tak w ogole, to ja zamawiam szafę z taką niespodzianką w środku! :D
hehe:) Ty montusiu jeden;D nie ma jak się wymigać:):)
Prześlij komentarz