wtorek, 23 lutego 2010

szwedzkie opowieści i nie tylko.

sztokholm jest piękny latem.
serio, dopadł mnie mal di svezia (szwedzka choroba; kwaśniewski miał filipińską to ja nie mogę mieć szwedzkiej?) i mój osąd został zaburzony przez malignę. dreszcze, gorączka i majaczenie. poza tym, że szwecja jest zimniejsza i droższa niż italia, to było biało, dużo śniegu, zamarznięte morze, które latem na pewno wygląda rewelacyjnie. potencjał jest.
przywiozłam ze sobą 1 szwedzką czapkę, 1 szwedzką przypinkę z napisem "ful fisk" czyli "brzydka ryba", dwie pocztówki z fińskimi muminkami, breloczek z łosiem (piękny) i przekonanie, że szwedzi to przystojny naród. zdecydowane przeciwieństwo włocha, który jak to trafnie określiła Ludwiczka, cytuję: "w ogóle portugalczycy PIĘKNI hiszpanie FAJNI a włosi tylko MALI :) taka mam obserwację z imprezy". koniec.
...
przeleniłam kolejny dzień, ale uwaga, już niebawem biorę się do roboty, by zakończyć sesję w sposób godny i porządny. jeszcze tylko 3.
cytat Szakiry na dziś: "włochy bez wina są jak morze bez wody". coś w tym jest.

parę SZWEDZKICH zdjęć. enjoy!
szwedzkie koleżanki w pięknych czapach.
brzydka maska kota. bo to koniec karnawału był.

znak ostrzegawczy w windzie, który mnie rozwalił. and I mean it.

Brak komentarzy: