niedziela, 30 listopada 2008
piątek, 28 listopada 2008
apocalypse now.
naczytał się Prusiu o Bombaju, przejął się i takie mamy efekty.
śniło mi się, że byliśmy z Kucielkiem w Grecji i że jakaś organizacja terrorystyczna zniszczyła miasta, wprowadziła rządy terroru i zabijała wszystkich, co się napatoczyli. życie toczyło się w podziemiu. nam udało się uniknąć śmierci, bo mieliśmy przydatne zawody- lekarz i prawnik (hmm tak... sny są irracjonalne - lekarz to ok, ale po co komu prawnik? szczególnie w czasach bezprawia)
jako że Maciek będąc lekarzem miał lepszą pozycję, to był w opozycji do terrorystów, a ja z niezłymi rezultatami kolaborowałam (mając oczywiście wyrzuty sumienia).
już nie mówię, że często śni mi się koniec świata (podejrzewam, że jak nadejdzie, to żaden scenariusz mnie nie zaskoczy), potwory, uciekanie i ostatnio - pakt z szatanem.
o dziwo, zawsze udaje mi się uciec lub przeżyć.
aż strach się kłaść do łóżka.
śniło mi się, że byliśmy z Kucielkiem w Grecji i że jakaś organizacja terrorystyczna zniszczyła miasta, wprowadziła rządy terroru i zabijała wszystkich, co się napatoczyli. życie toczyło się w podziemiu. nam udało się uniknąć śmierci, bo mieliśmy przydatne zawody- lekarz i prawnik (hmm tak... sny są irracjonalne - lekarz to ok, ale po co komu prawnik? szczególnie w czasach bezprawia)
jako że Maciek będąc lekarzem miał lepszą pozycję, to był w opozycji do terrorystów, a ja z niezłymi rezultatami kolaborowałam (mając oczywiście wyrzuty sumienia).
już nie mówię, że często śni mi się koniec świata (podejrzewam, że jak nadejdzie, to żaden scenariusz mnie nie zaskoczy), potwory, uciekanie i ostatnio - pakt z szatanem.
o dziwo, zawsze udaje mi się uciec lub przeżyć.
aż strach się kłaść do łóżka.
poniedziałek, 24 listopada 2008
dzień erasmuski.
wstałam, a raczej wyczołgałam się z łóżka o 9:11, bo w sumie nie wypada nastawiać budzika i nie wstawać (za co dostałam już kiedyś opr - i nie były to ograniczone prawa rzeczowe)
zjadłam śniadanie i włączyłam kompa. czytałam newsy o naszym prezydencie ostrzelanym w Osetii i takie tam. potem gadałyśmy z dziewczynami o końcu świata i kursie euro. krótki prysznic.
po czym na chyba 3h siadłam przed kompa i oczywiście zgłodniałam.
więc zjadłam batonika bajecznego z przekonaniem, że nic już słodkiego nie zjem. po czym zjadłam opakowanie skittelsów (omijając zielone), po czym było mi za kwaśno, więc otworzyłam orzeszki w czekoladzie i zjadłam na zmianę smaku.
po czym poszłam spać:)
potem się obudziłam i gadałam na skype z Kucielkiem. ze 3 h, potem znów komp, gg, skype, wiadomości...
no i potem już zgłodniałam, więc odgrzałam obiad, tosty i zjadłam jeszcze orzeszków w czekoladzie.
troszkę desperatek na deser i dyskusje z Kubą na temat "twoja stara...", potem kolejno z Wenką, Misią, Tatą, Mamą i Kucielkiem nie są złym pomysłem na wieczór.
Erasmuska się nie przemęcza.
zjadłam śniadanie i włączyłam kompa. czytałam newsy o naszym prezydencie ostrzelanym w Osetii i takie tam. potem gadałyśmy z dziewczynami o końcu świata i kursie euro. krótki prysznic.
po czym na chyba 3h siadłam przed kompa i oczywiście zgłodniałam.
więc zjadłam batonika bajecznego z przekonaniem, że nic już słodkiego nie zjem. po czym zjadłam opakowanie skittelsów (omijając zielone), po czym było mi za kwaśno, więc otworzyłam orzeszki w czekoladzie i zjadłam na zmianę smaku.
po czym poszłam spać:)
potem się obudziłam i gadałam na skype z Kucielkiem. ze 3 h, potem znów komp, gg, skype, wiadomości...
no i potem już zgłodniałam, więc odgrzałam obiad, tosty i zjadłam jeszcze orzeszków w czekoladzie.
troszkę desperatek na deser i dyskusje z Kubą na temat "twoja stara...", potem kolejno z Wenką, Misią, Tatą, Mamą i Kucielkiem nie są złym pomysłem na wieczór.
Erasmuska się nie przemęcza.
piątek, 21 listopada 2008
Włosi kontra reszta świata
ok, to, że patrzą się dziwnie jak po południu zamawiam cappuccino lub macchiato jestem w stanie zrozumieć. to, że oni noszą kozaki i wełniane płaszcze, podczas gdy ja potrafię wyskoczyć w swetrze i marynarce też. do tego, że nie znają kisielku, budyniu, dobrego chleba i mają mały wybór herbat... no dobra.
ale oni nie używają czajników i o tym dzisiejsza historia.
...
siedzimy na angielskim i nasza przezabawna (brytyjska) pani Stratford podaje różne przydatne zwroty.
jesteśmy przy "pot calling kettle black", czyli jak nasze swojskie przyganiał kocioł garnkowi.
Włosi, jako że nie używają czajników pytają: co to kettle?
Stratford: no jak to? nie wiem jak wy, Włosi możecie bez tego żyć. w tym gotuje się wodę na herbatę.
szybka riposta jednego z kolegów: ja nie wiem jak wy (w sensie nie-Włosi) możecie żyć bez bidetu!
szybka riposta Stratford: hmm, to ta rzecz, do której wkłada się roślinki jak się wyjeżdża na dłużej?
ale oni nie używają czajników i o tym dzisiejsza historia.
...
siedzimy na angielskim i nasza przezabawna (brytyjska) pani Stratford podaje różne przydatne zwroty.
jesteśmy przy "pot calling kettle black", czyli jak nasze swojskie przyganiał kocioł garnkowi.
Włosi, jako że nie używają czajników pytają: co to kettle?
Stratford: no jak to? nie wiem jak wy, Włosi możecie bez tego żyć. w tym gotuje się wodę na herbatę.
szybka riposta jednego z kolegów: ja nie wiem jak wy (w sensie nie-Włosi) możecie żyć bez bidetu!
szybka riposta Stratford: hmm, to ta rzecz, do której wkłada się roślinki jak się wyjeżdża na dłużej?
czwartek, 20 listopada 2008
historia ljokki
nie pamiętam z jakiej to okazji, ale dzwoni do mnie Mama i mówi, że słuchały z Misią jakiejś włoskiej piosenki czy też może BXVI (jedyny kontakt mojej rodziny z językiem włoskim to muzyka bądź anioł pański w niedzielę) i że usłyszały słowo ljokki i "Aga, Aga, co to są te ljokki?".
konsternacja. przypominam sobie wszystkie fonetyczne zasady, pytam o kontekst...
i w końcu... olśnienie!
chodzi o gli occhi, czyli oczy!
(przy czym chociaż to dwa wyrazy: rodzajnik i rzeczownik, Włosi oszczędnie wymawiają to prawie jako jeden wyraz)
...
i jeszcze przypomina mi się jak męczyłam Macia, żeby czytał po włosku (po cichu licząc na mały ubaw prz gli[lji], cia[czija], g[dż], ch[k]) a On oczywiście bardzo ładnie sobie radził i zawsze odpowiadał:
a/ przestań
b/ daj mi spokój
c/ hmmm... (i kombinował)
d/ no jak to jak? (i kombinował)
e/oj Agu...
sms z ostatniej chwili (bo nie mogłam sobie przypomnieć jakimi najczęściej słówkami Go męczyłam):
"pamiętam tylko farmacia, bo to było codziennie. ale było ich więcej"
rzeczywiście Włosi aptek mają dużo :)
konsternacja. przypominam sobie wszystkie fonetyczne zasady, pytam o kontekst...
i w końcu... olśnienie!
chodzi o gli occhi, czyli oczy!
(przy czym chociaż to dwa wyrazy: rodzajnik i rzeczownik, Włosi oszczędnie wymawiają to prawie jako jeden wyraz)
...
i jeszcze przypomina mi się jak męczyłam Macia, żeby czytał po włosku (po cichu licząc na mały ubaw prz gli[lji], cia[czija], g[dż], ch[k]) a On oczywiście bardzo ładnie sobie radził i zawsze odpowiadał:
a/ przestań
b/ daj mi spokój
c/ hmmm... (i kombinował)
d/ no jak to jak? (i kombinował)
e/oj Agu...
sms z ostatniej chwili (bo nie mogłam sobie przypomnieć jakimi najczęściej słówkami Go męczyłam):
"pamiętam tylko farmacia, bo to było codziennie. ale było ich więcej"
rzeczywiście Włosi aptek mają dużo :)
poniedziałek, 17 listopada 2008
łakomczuch.
-jak to, tak cię naszedł głód o 10?
-mhm... nagle
mój Boże, jak dobrze, że został jeszcze smalec i ogórki kiszone. (właściwie to już teraz jeden sam pływa w słoiku - będzie czekał na specjalną okazję:)) do tego megatwardy "razowy" chleb z czwartku, ledwo co dał się pokroić... skórkowaniec!
zima się zbliża jak nic!
-mhm... nagle
mój Boże, jak dobrze, że został jeszcze smalec i ogórki kiszone. (właściwie to już teraz jeden sam pływa w słoiku - będzie czekał na specjalną okazję:)) do tego megatwardy "razowy" chleb z czwartku, ledwo co dał się pokroić... skórkowaniec!
zima się zbliża jak nic!
sobota, 15 listopada 2008
rozkminiacz.
a teraz przedstawię wam mojego ulubionego rozkminiacza :)
1. Kucielek: zapomniałem Ci się pochwalić, że dziś w końcu wymyśliłem na jakich zasadach działa kawiarka :D
2. Kucielek: Żabko, Ty masz grupę krwi "0", nie?
ja: nom, a co?
Kucielek: nic, myślę o konflikcie serologicznym.
Kucielek: a + czy -?
ja: +
Kucielek: no to spoko
i tyle. koniec rozmowy. i jak Go nie kochać? :)
ja: Macio, jaki lubisz kolor?
M: a co Ty Myszek, w podstawówkę się bawisz? :P
ja: odpowiedz proszę
M: granat, bordo, zieleń
ja: jeden :D
M: to zależy w takim razie do czego. na Twoich paznokietkach bordo.
ja: Macio, a Ty się bawisz w filozofa?
M: do ubrania granat. a zieleń na ścianach. w ubraniach też lubię pomarańcz, ale taki przygaszony, a nie oczojebny. oczy lubię brązowe.
także nie mam jednego ulubionego koloru.
ja: :)
M: zadowolona?
ja: kocham Cię, wiesz? szaleję za Tobą.
M: to dobrze :)
1. Kucielek: zapomniałem Ci się pochwalić, że dziś w końcu wymyśliłem na jakich zasadach działa kawiarka :D
2. Kucielek: Żabko, Ty masz grupę krwi "0", nie?
ja: nom, a co?
Kucielek: nic, myślę o konflikcie serologicznym.
Kucielek: a + czy -?
ja: +
Kucielek: no to spoko
i tyle. koniec rozmowy. i jak Go nie kochać? :)
ja: Macio, jaki lubisz kolor?
M: a co Ty Myszek, w podstawówkę się bawisz? :P
ja: odpowiedz proszę
M: granat, bordo, zieleń
ja: jeden :D
M: to zależy w takim razie do czego. na Twoich paznokietkach bordo.
ja: Macio, a Ty się bawisz w filozofa?
M: do ubrania granat. a zieleń na ścianach. w ubraniach też lubię pomarańcz, ale taki przygaszony, a nie oczojebny. oczy lubię brązowe.
także nie mam jednego ulubionego koloru.
ja: :)
M: zadowolona?
ja: kocham Cię, wiesz? szaleję za Tobą.
M: to dobrze :)
piątek, 14 listopada 2008
i już po.
poleciał ale pozostanie. paradoks?
a ja zaczynam znów mieć fazę na muzykę.
wspomnienia. creepy dream.
dziwne poczucie, że wszystko jest okej.
żadna buena vista winampie. co najwyżej faithless lub garbage.
nie mam pomysłu na pracę licencjacką. jakieś sugestie? hell me!
saturate.
a ja zaczynam znów mieć fazę na muzykę.
wspomnienia. creepy dream.
dziwne poczucie, że wszystko jest okej.
żadna buena vista winampie. co najwyżej faithless lub garbage.
nie mam pomysłu na pracę licencjacką. jakieś sugestie? hell me!
saturate.
czwartek, 6 listopada 2008
wkurw
nie zostaniesz moją przyjaciółka bo zostawiłaś parę razy naczynia w zlewie, nastawiasz budzik na rano i nie wstajesz, a mnie to budzi, za głośno zamykasz drzwi. nie szanujesz mnie.
no i dziś niechcący użyłam jej ręczniczka do obiadków jak ćwiczyłam.
i się skończyło. okazało się, że duszone przez półtora miesiąca pierdoły potrafią tak wkurzyć Włoszkę, że krzyczy i nie ma ochoty na dalsze kontakty.
ja pierdolę. chcę do Kubowo-Wenowego bałaganuuuuu ratunku!!!!!!!!!!
...
a tak poza tym... dolce vita z Maciusiem :) Florencja, Bologna, lasagna :)
napiszę milej i więcej jak mi wkurw zejdzie.
no i dziś niechcący użyłam jej ręczniczka do obiadków jak ćwiczyłam.
i się skończyło. okazało się, że duszone przez półtora miesiąca pierdoły potrafią tak wkurzyć Włoszkę, że krzyczy i nie ma ochoty na dalsze kontakty.
ja pierdolę. chcę do Kubowo-Wenowego bałaganuuuuu ratunku!!!!!!!!!!
...
a tak poza tym... dolce vita z Maciusiem :) Florencja, Bologna, lasagna :)
napiszę milej i więcej jak mi wkurw zejdzie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




