środa, 6 sierpnia 2008

Perudza

impresje z perudzy.
siedze sobie na skalach w centrum. mam przerwe w zajeciach. wlasnie wypilam ice cappuccino aromatizzato di arancia. mniami :) w domu goraco jak w piekle, wiec dzis spalam na balkonie. snil mi sie murzyn sprzedajacy kwiaty w perudzy. moi wspollokatorzy: Lu, Szakira i nasz principe, direttore, prezes, cocomero, l'uvetta, czosneczek czy jak kto woli Stefan.
stefan nie umie wloskiego, wiec mamy wielkie pole do popisu uczac go dwuznacznych slow :) na razie jeszcze nie uzywal, ale czekamy na to z niecierpliwoscia:P z czosneczkiem to sa ciekawe przygody. studiuje na awf, interesuje sie dietetyka, wiec bedziemy mialy troszke zryte banie (literacko mowiac :P) juz teraz biega z Lu, robi cwiczenia z linka z Szakira. ja na razie sie wylamalam i jedyne moje cwiczenie to wspinanie sie na skale w perudzy. ale i tak z jedzeniem mamy juz zboczenie stefankowe. nie wolno za duzo miesa, za duzo nabialu (bo rak watroby za 30 lat), slodycze w takim klimacie zageszczaja krew, najlepiej to warzywka i owocki, marcheweczki, cocomero i inne takie. chowamy sie wiec z Lu i Szakira gdy jemy cos niedozwolonego. (ostatnio chowalam sie z pesto rosso, parmezanem i bialym chlebem gdy ogladalam desperatki w nocy) zreszta chleb tez jest no-no.
ale prezes wczoraj sie zlamal i zjadl kebaba. i to po 18. ojojoj. cocomero.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Bardzo sie ciesze, ze dajesz rade (i ze Desperatki okazuja sie tak pomocne w roznych sytuacjach:).

Przywiez mi cos ladnego i wloskiego.

Powodzenia,

Aga