środa, 20 sierpnia 2008
trzeci
mija już trzeci tydzień w Perugii. nie wiem jak.
to znaczy wiem jak-baardzo szybko.
Rimini w weekend to był naprawdę dobry pomysł. użyłyśmy środków do teleportacji -winka za 3 euro i bezproblemowo przeniosłyśmy się na lanserską plażę :)
oczywiście, pod wpływem naszego współlokatora Stefana musiałyśmy poddać się jakimś aktywnościom fizycznym. wrotki przez 4 godziny to dobry sposób na pozbycie się resztek winka z organizmu. potem szisza na plaży z Marokańczykami i dicho przez całą noc. zakazane posiłki w macu, ucieczki, jelonek bambi, macanie stoppini Lu przez niegodziwych plażowiczów, łapanie stopa na autostradzie...
a na wrotkach wyrwał mnie stary dziadek (z wnuczką przymocowaną do jego ręki) w różowych gaciach, śmigający, wywijający piruety... powiedział, że jestem fajna donna di famiglia i że on to od razu widzi, bo ma tante esperienze :) i że mogę w przyszłości zostać jego sekretarką :P
to jest po prostu (h)It-alia
to znaczy wiem jak-baardzo szybko.
Rimini w weekend to był naprawdę dobry pomysł. użyłyśmy środków do teleportacji -winka za 3 euro i bezproblemowo przeniosłyśmy się na lanserską plażę :)
oczywiście, pod wpływem naszego współlokatora Stefana musiałyśmy poddać się jakimś aktywnościom fizycznym. wrotki przez 4 godziny to dobry sposób na pozbycie się resztek winka z organizmu. potem szisza na plaży z Marokańczykami i dicho przez całą noc. zakazane posiłki w macu, ucieczki, jelonek bambi, macanie stoppini Lu przez niegodziwych plażowiczów, łapanie stopa na autostradzie...
a na wrotkach wyrwał mnie stary dziadek (z wnuczką przymocowaną do jego ręki) w różowych gaciach, śmigający, wywijający piruety... powiedział, że jestem fajna donna di famiglia i że on to od razu widzi, bo ma tante esperienze :) i że mogę w przyszłości zostać jego sekretarką :P
to jest po prostu (h)It-alia
wtorek, 12 sierpnia 2008
a tak siedzac w przerwie miedzy zajeciami...
zdrowo, przed komputerem:) cinque caffe al giorno - moze dzis sie uda, bo juz jestem po dwoch. nie to, ze trzeba sie dobudzic rano. nie nie. glos naszej pani nauczycielki jest tak donosny, ze umarlego by obudzil :) poza tym tak jak w szkole. dzwonki, sprawdzanie obecnosci. obowiazkowe wycieczki z przewodnikiem. ostatnio bylismy w fabryce szmaty w Bevagni, musze napisac relacje jak tam mi sie podobalo :)
ostatnio sypiam z ciekawymi osobistosciami w pokoju... najpierw pan jaszczurka, dzis pan nietoperz, ktorego usilowalam unieszkodliwic poduszka :)
az sie boje zapytac, co bedzie nastepne ;)
poza tym wreczmy sobie nagrody- stefanki- za najsmieszniejsze przygody, zdrowo sie odzywiamy i gotujemy sie w 38stopniach.
ostatnio sypiam z ciekawymi osobistosciami w pokoju... najpierw pan jaszczurka, dzis pan nietoperz, ktorego usilowalam unieszkodliwic poduszka :)
az sie boje zapytac, co bedzie nastepne ;)
poza tym wreczmy sobie nagrody- stefanki- za najsmieszniejsze przygody, zdrowo sie odzywiamy i gotujemy sie w 38stopniach.
środa, 6 sierpnia 2008
Perudza
impresje z perudzy.
siedze sobie na skalach w centrum. mam przerwe w zajeciach. wlasnie wypilam ice cappuccino aromatizzato di arancia. mniami :) w domu goraco jak w piekle, wiec dzis spalam na balkonie. snil mi sie murzyn sprzedajacy kwiaty w perudzy. moi wspollokatorzy: Lu, Szakira i nasz principe, direttore, prezes, cocomero, l'uvetta, czosneczek czy jak kto woli Stefan.
stefan nie umie wloskiego, wiec mamy wielkie pole do popisu uczac go dwuznacznych slow :) na razie jeszcze nie uzywal, ale czekamy na to z niecierpliwoscia:P z czosneczkiem to sa ciekawe przygody. studiuje na awf, interesuje sie dietetyka, wiec bedziemy mialy troszke zryte banie (literacko mowiac :P) juz teraz biega z Lu, robi cwiczenia z linka z Szakira. ja na razie sie wylamalam i jedyne moje cwiczenie to wspinanie sie na skale w perudzy. ale i tak z jedzeniem mamy juz zboczenie stefankowe. nie wolno za duzo miesa, za duzo nabialu (bo rak watroby za 30 lat), slodycze w takim klimacie zageszczaja krew, najlepiej to warzywka i owocki, marcheweczki, cocomero i inne takie. chowamy sie wiec z Lu i Szakira gdy jemy cos niedozwolonego. (ostatnio chowalam sie z pesto rosso, parmezanem i bialym chlebem gdy ogladalam desperatki w nocy) zreszta chleb tez jest no-no.
ale prezes wczoraj sie zlamal i zjadl kebaba. i to po 18. ojojoj. cocomero.
siedze sobie na skalach w centrum. mam przerwe w zajeciach. wlasnie wypilam ice cappuccino aromatizzato di arancia. mniami :) w domu goraco jak w piekle, wiec dzis spalam na balkonie. snil mi sie murzyn sprzedajacy kwiaty w perudzy. moi wspollokatorzy: Lu, Szakira i nasz principe, direttore, prezes, cocomero, l'uvetta, czosneczek czy jak kto woli Stefan.
stefan nie umie wloskiego, wiec mamy wielkie pole do popisu uczac go dwuznacznych slow :) na razie jeszcze nie uzywal, ale czekamy na to z niecierpliwoscia:P z czosneczkiem to sa ciekawe przygody. studiuje na awf, interesuje sie dietetyka, wiec bedziemy mialy troszke zryte banie (literacko mowiac :P) juz teraz biega z Lu, robi cwiczenia z linka z Szakira. ja na razie sie wylamalam i jedyne moje cwiczenie to wspinanie sie na skale w perudzy. ale i tak z jedzeniem mamy juz zboczenie stefankowe. nie wolno za duzo miesa, za duzo nabialu (bo rak watroby za 30 lat), slodycze w takim klimacie zageszczaja krew, najlepiej to warzywka i owocki, marcheweczki, cocomero i inne takie. chowamy sie wiec z Lu i Szakira gdy jemy cos niedozwolonego. (ostatnio chowalam sie z pesto rosso, parmezanem i bialym chlebem gdy ogladalam desperatki w nocy) zreszta chleb tez jest no-no.
ale prezes wczoraj sie zlamal i zjadl kebaba. i to po 18. ojojoj. cocomero.
poniedziałek, 4 sierpnia 2008
foto
pierwsze wrazenia. widok z mojego pokoju, starocie na miescie, winko w centrum, kolorowe canuccie, Pan Prezes i asystentki. cocomero. za goraco zeby myslec, za goraco zeby pisac, wiec enjoy the photos from Perugia :)
piątek, 1 sierpnia 2008
Italia
szit.. tu nie ma polskich literek... ok. pierwsze wrazenia sa mieszane -Ancona, dworzec kolejowy nad samym morzem, goraco, niebiesko, pieknie. moj pierwszy lot z rumunii carpatairem, samolot pikulinki, szerokosc 3 siedzen :) ale jedzonko chociaz dali... a podobno to tanie linie :)
ale1: w Perugii ladri maledetti probowali mnie okrasc w pociagu.. grr nie wiedzieli z kim maja do czynienia. z ogromnym, ciezkim plecakiem, laptopem i torba przehasalam dookola dworzec kolejowy i sobie pojechalam do centrum.
ale2: bar, w ktorym, mialam odebrac klucze zamkniety byl na 4 spusty, nie wiedzialam od kogo mam je odebrac i czy nie spedze nocy w jakims hostelu.
ale3: musialam czekac 4.5godz w barze butterfly, glodna, zdenerwowana, niedoinformowana i meegaspiaca (bo madrze noc wczeniej przespalam tylko 2 godz)
cale szczescie Wlosi, ktorych tam spotkalam byli naprawde mili i towarzyszyli mi, zagadywali, radzili. no i uratowaly mnie desperatki - sa naprawde niezlym sposobem na to, zeby nie zasnac.
teraz sama obczailam sobie droge do centrum -bez bladzenia nawet i zaraz ide sobie cos przekasic.
co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.
ale1: w Perugii ladri maledetti probowali mnie okrasc w pociagu.. grr nie wiedzieli z kim maja do czynienia. z ogromnym, ciezkim plecakiem, laptopem i torba przehasalam dookola dworzec kolejowy i sobie pojechalam do centrum.
ale2: bar, w ktorym, mialam odebrac klucze zamkniety byl na 4 spusty, nie wiedzialam od kogo mam je odebrac i czy nie spedze nocy w jakims hostelu.
ale3: musialam czekac 4.5godz w barze butterfly, glodna, zdenerwowana, niedoinformowana i meegaspiaca (bo madrze noc wczeniej przespalam tylko 2 godz)
cale szczescie Wlosi, ktorych tam spotkalam byli naprawde mili i towarzyszyli mi, zagadywali, radzili. no i uratowaly mnie desperatki - sa naprawde niezlym sposobem na to, zeby nie zasnac.
teraz sama obczailam sobie droge do centrum -bez bladzenia nawet i zaraz ide sobie cos przekasic.
co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)