siedzę jedną giczołą w Polsce, a drugą w Hitalii, w superrozkroku - jak każda tego typu akrobacja, nie jest to najwygodniejsze, ale cóż począć - nagotowała sobie baba bigosu, nawarzyła piwa...
...
jutro obrona. dziś więc na dodanie sobie odwagi, poprawienie humoru i oczywiście, z obiektywnych względów niezbędności poniższych dóbr, kupiłam śliczny różowy błyszczyk, cienie do oczu w odcieniach niebieskiego, lakier do paznokci w kolorze pomiędzy cyklamenem a karminem (biskupi fiolet?) oraz dwie pary kolczyków - i to dokładnie takich, jakich szukałam - złotych i niebieskich.
ponadto zamówiłam też kwiaty dla promotora i recenzentów w stonowanych, klasycznych kolorach - białym, kremowym i bladym różu - wiedzieliście o tym, że istnieje "męski bukiet"? więc 2 męskie i jeden damski. zrobiłam też sobie zdjęcia do dyplomu; poranne przygotowania, wybór ubrania, makijaż, prostowanie i układanie włosów zajęło mi ponad godzinę, a i tak efekt końcowy Mamma oceniła jako: -"za głęboki dekolt i masz te, no... to co Begerowa w oczach"
-"kurwiki, Mamo?"
-"ja tego nie powiedziałam"
fakt faktem, z roku na rok, ze zdjęcia na zdjęcie furbowatość przemawia mi z oczu. zresztą oceńcie sami.
sesesesese......

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz