poniedziałek, 22 listopada 2010

w zawieszeniu.

gram w mahjonga, słucham marlene kuntz i skin http://www.youtube.com/watch?v=DMrYez93pEQ i chyba dopadła mnie jesień. zdążyła na ostatnich metrach.
...
zmarzłam setnie na bezdomnym kinie. popijając piwo, okręcona w koc po raz kolejny poczułam się jak pani żul. ale trochę taki junk de luxe, bo przecież oglądałam dobre kino na ekskluzywnym evencie. niech mnie! taka karma. jean luc godard jest skomplikowany. chyba wrócę do książki o kamieniach milowych kina, którą miałam studiować do egzaminu na erasmusie, w sensie, do głębokiej rozkminy. wtedy wczytując się w wersy o nosferatu i koncepcji świata jako łona - poległam i zdecydowałam się uczyć z youtuba i wikipedii (co by nie gadać, włoska wiki ma dobrze opracowane kino).
...
właściwie mogłabym się położyć spać, ale mi się nie chce. jutro mogłabym pójść na wykłady, ale też mi się nie chce. najlepiej zwalić na pogodę. 3/4 doby jest ciemno a 1/4 szaro, nie dziwota, że człowiek ma ponure myśli. mogłabym się zacząć na coś uskarżać, ale znów - nie chce mi się.

pisać już w sumie też mi się odechciało. allora, aufwiedersehen!

poniedziałek, 15 listopada 2010

fino a qui tutto bene.

jak śpiewa fabri fibra, czyli jak dotąd wszystko ok. właśnie robię referat na seminarium (jak widać). na jutro. myślę, że studia nie nauczą mnie już systematyczności. został 1 referat, 1 koło, 3 egzaminy i mgr. chyba już pozostanie tak beztrosko jak zawsze. czyli wszystko na ostatni wieczór.
..
miałam nie mówić, ale powiem. załatwiam sobie praktykę we Włoszech. jak wypali to pojadę, a jak nie wypali, to pojadę gdzie indziej - zrywać banany, roznosić driny czy też robić co innego, byle w cieplejszym klimacie.
póki co, jest trochę ciekawostek związanych z moim cv i listem motywacyjnym oraz procesem rekrutacji. Włosi ogólnie piszą, że moje cv jest "validissimo" (po naszemu gitez), ale że nie mają miejsca, że mają, ale od maja czy też, żebym się odezwała po obronie. są też oczywiście odpowiedzi pozytywne. głównie z Bari. przeznaczenia nie oszukasz. z jednym panem adwokatem już byliśmy po słowie, ale nie wysyła dokumentów (mówi, że mu skan się zepsuł). dzwoniłam już nawet do niego, bo bez przesady, na maile się odpowiada nawet jak się jest na południu Włoch. obiecał, że wyśle, ale nie wysłał. więc się trochę zasmuciłam, może mnie nie chce, może ma kłopot z tłumaczeniem na angielski? mamma mówi, żeby dać sobie spokój, bo jak kancelaria takich rzeczy nie załatwia w terminie to jakaś licha jest. mamma zna życie. biorę tylko poprawkę, że to południe. 
można by stracić nadzieję, ale... zaglądam dziś na maila, a tam "buonasera Agnieska" (wszyscy pomijają "z" w moim imieniu, a ja powiem "c'e` z in Agnieszka" parafrazując reklamę wyborowej "non c'e` v in wodka") i że seriamente rozważają moją kandydaturę. nie spodziewałam się tego, gdyż maila to im z 3 tygodnie temu wysyłałam. albo naprawdę długo myślą, albo to rzeczywiście urok południa.
ostatecznie jest jeszcze jeden avvocato, co mi napisał, że miło by było spotkać się i podyskutować o tym tirocinio (praktyce) i dał mi swój numer pisząc coś w stylu: "proszę dzwonić kiedy pani chce". ze zrozumiałych względów, na razie nie dzwonię, choć może znów, to tylko gościnność i urok południa?
odpowiem włoskim BOH, czyli niewiadomo.
poczekam. chi va piano, va sano e va lontano... oppure... arriva dopo!

czwartek, 11 listopada 2010

co tam panie u mnie słychać

narodziło się w mojej głowie parę refleksji. pierwsza z nich to refleksja nt. klimatu. latem jeżdżę tam, gdzie gorąco, zimą siedzę w zimnej Polszy. zastanawiam się, czy to normalne? daleko temu do aurea mediocritas. powinnam wyjechać do majami. tam podobno istnieje tylko jedna pora roku i to akurat taka, która mi odpowiada. co do tego zimna i ciemna, to naprawdę, chyba tylko obywateli można produkować, spać lub oglądać filmy. ja akurat wybrałam to trzecie rozwiązanie. 
...
w ramach sporej ilości czasu (czyli tyle ile zazwyczaj mają zwykli ludzie, a ja się go dotychczas pozbawiałam studiując filologie) mogę oglądać filmy. skolko ugodna. ostatnio na tapetę poszły bondy i almodovar. moje ulubione bondy to te z seanem connerym. eleganckie, zabawne, szowinistyczne i przede wszystkim z connerym. sama już nie wiem, sean lepszy młodszy czy starszy? moje ulubione fragmenty to jego seksistowskie zagrywki (czego w nowszych bondach już zdecydowanie mniej), cięte riposty, pościgi i sceny walki, które są bardzo dżentelmeńskie, gdyż bohaterowie w ogóle na nich się nie biją, tylko udają. kwintesencja dobrego smaku.
... 
Misia zabawiła się dziś w mamę. zrobiła obiad świąteczny, nakarmiła rodzeństwo. pochwalam i dokumentuję.
ave mamma!
















moja mina mówi sama za siebie.
















i już po.

czuję się dobrze zaimpregnowana na zimę.
...
z ostatniej chwili.
(Misia była dziś w kościele. rozmowa na koniec dnia)
ja: za ojczyznę się modliłaś?
Misia: za własną dupę też.

wtorek, 2 listopada 2010

sam jesteś helołyn!















najpierw chwalimy się, że tele  powróciło do rąk mamusi, więc mogę strzelać z bliska i z daleka!





















pogoda w słupsku dopisała, więc mogłam trochę pokombinować z rekwizytami i modelami wśród falujących (nieskoszonych) traw ogrodu.





















archetyp gospodarza.





















i uroczej gospodarki.