środa, 24 czerwca 2009

święto muzyki w Toruniu


co robi Agnieszka?

Agnieszka leży.
smaży naleśniki.
śpiewa "Paukenmesse", która wszystko ma wysoko i jest tak prosta, że aż nie do wytrzymania.
powoli oczyszcza dysk, bo boi się, że znów odmówi posłuszeństwa.
je kanapki z czosnkiem.
je czekoladę.
pije zieloną herbatę.
ma się uczyć kpk.
ma się uczyć prawa pracy.
ma się uczyć do obrony.
wyprowadza się w piątek rano.
licytuje singera, aby powoli zacząć coś zmieniać w swoim pokoju.
ma nadzieję, że zaniesione cv i przeprowadzone rozmowy dadzą jakieś efekty.
rozmawia z Rodzicami.
myśli już tylko o wakacjach.
przegląda zdjęcia, notatki i wspomina ciesząc się z tego jak to wszystko się układa.

niedziela, 21 czerwca 2009

L jak lenistwo

Co łączy Garfielda, Bertranda Russella, Oscara Wilde`a, mnie i dużą część ludzi…? Lenistwo. Przez znakomitą większość chętnie praktykowane; niewiele zaś o nim wiemy. Po prostu jest. Ale co tak naprawdę się za nim kryje?
Lenistwo niejedno ma imię. Znane również jako próżniactwo, nieróbstwo, pasożytnictwo, posiada także urocze określenia, takie jak: „zbijanie bąków” czy dolce far niente. Lenistwo definiowane jest jako apatyczny stan ducha, który powoduje zaniechanie wymaganych działań, a przedłuża czas wypoczynku ponad uznane w danym czasie normy. Tyle, jeżeli chodzi o suche definicje. A w praktyce? Chyba nie ma człowieka, który nie ceniłby sobie odrobiny lenistwa, rzucenia wszystkiego w kąt i zabrania się za nicnierobienie. Niektórzy tłumaczą lenistwo jako przejaw naturalnego instynktu do odbywania przerw w aktywności, co pozwala zregenerować organizm; inni zaś twierdzą, że jest to godne potępienia i krytyki – lenistwo zostało przecież zaliczone jako jeden z siedmiu grzechów głównych.
Z lenistwem walczono na różne sposoby – poprzez dydaktyczno-moralizatorskie utwory sławiące pracę, wywyższanie jej przodowników czy też napiętnowanie leniuchów. Biblia mówi: „Leniwa dłoń prowadzi do nędzy, lecz ręka pracowitych ubogaca” i znów w innym miejscu: „Leniwy wyciąga rękę do misy, lecz ciężko mu podnieść ją dalej do ust”. Lenistwo jest traktowane jako zło, które prowadzi ludzi do zguby, osłabia ich ducha, przyczynia się do biedy i patologii. Pracowitość, jako cecha przeciwstawna, jest gloryfikowana jako cnota. Wśród walki o wyplenienie próżniactwa, można przytoczyć hasła -relikty PRL-owskiej propagandy, które dziś bardziej śmieszą niż mobilizują, chociażby: „Bumelant to dezerter z frontu walki o Polskę” autorstwa Jana Tarasina.
Znajdą się jednak argumenty popierające nieróbstwo. Jego apologetami byli tak słynni myśliciele jak Oscar Wilde czy Bertrand Russell. Pierwszy z nich zwykł mawiać: „Nigdy nie odkładałem na jutro tego, co mogę zrobić pojutrze”, zaś drugi jest autorem dzieła „Pochwała lenistwa”(1932). Pojawiają się również teorie, że lenistwo może prowadzić do pozytywnych zmian w otaczającej nas rzeczywistości – pomysłowość, nowe wynalazki – od koła począwszy a na odkurzaczu skończywszy służą temu, by osiągnąć zamierzony efekt mniejszym nakładem pracy, środków i w krótszym czasie. Czy mogli to wymyślić pracusie? Nie sądzę.
We wspomnianym wyżej dziele Russell przedstawia dobre strony lenistwa, na pierwszym miejscu wymieniając więcej wolnego czasu, który korzystnie wpływa na nasze samopoczucie i stymuluje rozwój cywilizacyjny. Dzięki postępowi technicznemu, możliwe stało się ograniczenie ilości pracy i tym samym otrzymaliśmy nadwyżkę, którą można wykorzystać na leniuchowanie. Russell podkreśla, że pomysłowość i chęć dokonania zmian na lepsze budzi się w umysłach wypoczętych i nieprzeciążonych mozołem wielogodzinnej pracy. Do jego najbardziej radykalnych tez należy ta, mówiąca o tym, że moralność pracy jest moralnością niewolników.
Nie popadając jednak w tak skrajne klimaty, nie można nie doceniać sumienności i systematyczności w pracy. Z tym, że najważniejsza jest tu skuteczność w osiągnięciu zamierzonego celu, a do tego najlepiej nadaje się środek zwany WYDAJNOŚCIĄ; udowodniono fakt, że im więcej czasu damy sobie na zrobienie czegoś, tym więcej go zmarnotrawimy. A bycie wydajnym pozwala w optymalnym czasie wykonać zamierzone zadanie. Hmm…Wydaje się to hasłem dla pracusiów, ale tak naprawdę równie dobrze może się stać mottem leniuchów, bo im szybciej coś zrobimy, tym więcej czasu mamy na leniuchowanie  And that`s the way the cookie crumbles!

poniedziałek, 15 czerwca 2009

brindisi internazionali czyli międzynarodowe toasty?

na jednej z fest w Bolonii - moje eks-współlokatorki, Ania i jej kolega Rafaele i ja na doczepkę zrobiliśmy małe rozpoznanie terenu toastów. okazało się, że pomimo różnicy w szerokościach geograficznych, nie różnimy się aż tak bardzo. przynajmniej we wnoszeniu toastów.:D

piątek, 12 czerwca 2009

italia.

roma, assissi, siena, verona, bologna. niepoukładane impresje, bo przecież Italia nie jest w żadnym wypadku poukładana.
zaczynamy: pierwszy długi wyjazd z Miszą. juz ustaliliśmy, że murzyni się nie opalają. papi chulo, czyli pies na kobiety lub jak kto woli pieseczek. kamulce, kamulce - milion obejrzanych płasko- i rzeźb. fa caldo czyli gorąco. circo massimo i termy karakalli obejrzane dookoła, ale nie od wewnątrz. 6 w 1, czyli wielka festa z sikorskim i piłsudskim (w doborowym towarzystwie), a potem otwarcie naszej restauracji przy via del porto i rozmnożenie pokarmu w bolonii. dlaczego estonki nie śpiewają, a w neapolu wymyślili nawet piosenkę o kolejce linowej? (http://www.youtube.com/watch?v=wAe-9ubwHQM&feature=related) chyba zależy to od szerokości geograficznej.
i już rozwiązana kwestia, że deszcz istotnie wpada do panteonu przez dziurę w suficie.
było bueno. besos.