środa, 10 grudnia 2008

połamię wam języki

nie udało mi się uniknąć wizyty w bibliotece.
a wszystko zaczęło się tak: na lingua polacca profesor przydzielił każdej z nas po 1-2 rozdziały polskiego dzieła wybitnego autora z zadaniem porównania ich z dwoma tłumaczeniami po włosku i zreferowania głównych problemów tłumaczenia.
zdecydowałam więc udać się do biblioteki, dać się zapisać i skserować potrzebne mi materiały.
poszło nieźle, jednak potem okazało się, że można dostać jedynie jedno wydanie, natomiast drugie jest na dalekim zapizdowiu.
przepraszam za wulgaryzm, ale to dwa km w linii prostej od murów Bolonii, czyli daleeeko i szłam tam dziś na piechotę, czyli daleeeko.
ale mądra Polka nim sobie zaszkodzi niepotrzebnym marszem zadzwoniła rano by dowiedzieć się czy książka jest dostępna.
dzwoni.
ja: "dzień dobry chciałabym zapytać czy jest dostępna książka, którą chciałam skserować"
miła pani bibliotekarka: "proszę podać autora"
ja: Gombrowicz... Witold
mpb: "jaaaak?! to może tytuł?"
ja: "może lepiej nie? podam nr katalogu..."
mpb: "nie... niech pani poda tytuł... spróbujemy"
ja: (z dziką satysfakcją i nieskazitelną dykcją) "Ferdydurke"
mpb: "to niech pani poda nr katalogu"
ok. sprawdzone, jest.
mpb: "pani nazwisko?"
ja: "Pru Agnieszka. P-R-U"
mpb: "??"
ja: "P-R-U"

jak poszłam do biblioteki odebrać książkę, inna mpb nie mogła jej znaleźć.
Dlaczego?
Otóż:


Brak komentarzy: