Allora, moje newsy z drugiego tygodnia w Rzymie. Na pierwszy ogień: praca. Więc ślę curricula jak wariatka – do ambitnych prac, do kancelarii, na asystentki, sekretarki, przewodników, kelnerki, recepcjonistki, nawet do obsługi włoskich kondominio. Słowem, nie wybrzydzam, bo za coś będę musiała zapłacić czynsz, a potem zawsze mogę szukać ambitniejszej pracy (właściwie to już teraz szukam na dwa fronty, rejestruję się na różnych manpowerach i pagepersonelach). Mam więc dwie wersje CV: mądrą i głupią (bo wiadomo, że nikt nie chce za mądrej kelnerki, więc nic tam nie ma o prawie, a jest za to o Gallipoli i jest też o VIRNIE SUMMER :D )
Byłam też już na 2 rozmowach kwalifikacyjnych, obie przeszłam pozytywnie, w jednej praca ma polegać na koordynowaniu wewnętrznym takiego groupona (ale jednak trochę pachnie hochsztaplerką, choć spotkanie w 5 gwiazdkowym hotelu ze złotymi lwami), a w drugim to jakaś firma logistyczno-energetyczna boh (właśnie sprawdziłam w internecie i ma zajebibi stronę PO ANGIELSKU, jeżeli to oczywiście ta spółka) i szukają personelu do logistyki i obsługi klienta. W poniedziałek mam tam dzień próbny, będzie mi towarzyszył pracownik Paolo, 24 letni (mam nadzieję, że będzie śliczny ahhaha) i będę obserwować jak się pracuje, a jak mi się spodoba i jak oni też będą mnie chcieli, to się mnie zatrudni. Minus taki, że muszę być tam o 8:25, a jedzie się godzinę, o ile środki lokomocji nie zawiodą, a dziś np. zawiodły, ale o tym później, więc widzę się w poniedziałek rano rano wsiadającą do metra w niepokoju, czy dotrę.
Jutro z kolei mam rozmowę w sklepie operatora telefonii komórkowej i na przewodnika i zajdę jeszcze do sklepu z ciuchami, gdzie szukają ekspedientki. Jak widzicie nie obijam się.
W ogóle niektóre ogłoszenia to biją rekordy. Np. kierowca dla niewidomego - Kru mi w tym momencie puścił fragment z „Zapachu kobiety”, gdzie grający niewidomego Al Pacino szaleje za kierownicą ferrari ku rozpaczy jego opiekuna – tak właśnie sobie to wyobraziłam. Albo też ogłoszenia: „samotny, kulturalny, dyskretny szuka młodej kobiety, może być straniera do sprzątania z noclegiem”. No toć to na kilometr śmierdzi eskort, czy też accompagnatrice, czyli panią do towarzystwa. Nie nie, uprzedzając Wasze pytania – na eskort się nie piszę.
Dziś wracając z rozmowy, wysiadłam z metra i czekałam na autobus pod dom. To ok. 3 km od nas, ale relatywnie daleko, więc zawsze jeżdżę tam autobusem. No i czekam 5 min, 10, 15, 20 doszłam do 40 minut i już zaczęłam jawnie kląć po polsku i po włosku, na przystanku zły tłum, wszyscy niezadowoleni, sapią, wzruszają ramionami, przewracają oczami. Byłam tak zła, że omal się nie rozryczałam (jakbym znalazła jakieś szkło to też bym zdrowo rozbiła o ziemię) No i wkurzona stwierdziłam PIERPAPIER IDĘ!!!!!!!!!! No i przeszłam z 20 m a tam podjeżdżają 2 autobusy GRRRRRRR więc zawracam i myślę NIENAWIDZĘ TEGO GŁUPIEGO ATAC (czyli przewoźnika)!!! a pierwszy autobus bez pasażerów i tablica zgaszona, więc aaa muszę iść do następnego! Wtem, otwierają się drzwi pierwszego, i kierowca pyta mnie: „ti serve passaggio?” czyli: „czy potrzebujesz podwózki?”, ja z początku nieufna, ale sobie myślę, no przecież nic mi nie zrobi, co mi szkodzi. Kierowca młody, całkiem ładny i mówi mi: „ugość się, masz do dyspozycji cały autobus, gdzie cię podwieźć?” no to mu powiedziałam gdzie, ogólnie potem mi mówi „lepiej chyba jechać samej niż w takim dzikim tłumie”, na co ja mówię, że tak, no raczej , potem sobie pogadaliśmy o emigrantach, zapytałam go, czy na tej linii często jeżdżą kanarzy (całe szczęście rzadko, więc biletów nie trzeba kasować), potem on ubolewał, że pewnie się już nie spotkamy, na co ja powiedziałam, że już teraz będę zwracać uwagę, kto prowadzi autobus. No i nie muszę chyba mówić, że humor mi się poprawił znacznie. No bo heloł. Stopa łapałam, ale stop i to autobusowy, żeby łapał mnie? :)
W domu wszystko ok., mieszkamy z Eduardo, który studiuje architekturę, pracuje też przy projektach, a tak poza tym, to dobrze gotuje, pływa i gra na gitarze elektrycznej (więc wczoraj np. mieliśmy koncert z „whole lotta love” led zeppelinów i „enter of sandman” metalliki). I jest RUDY (czyli daleki kuzyn Barbarossy). Mieszkamy też z Clarą, która studiuje lettere, chce być nauczycielką (historii, geografii i włoskiego), jest mała, chudziutka, ładna i ma chłopaka, który studiuje geografię i opowiadał nam wczoraj o wulkanach i Uralu (pozdrawiam tu Misię!). Wczoraj pierwszy raz wyszliśmy z Eduardo, poszliśmy na amaro do Fanfulli (Lu, Szakirka, byłyście tam?), klub wygląda jak toruńskie NRD, muzyka elektroniczna, trochę hipstera w sweterku z Porta Portese (takiego wielkiego targowiska), trochę Włocha alternatywnego, jeden pan, przypominający Jovanottiego z 5 letnią córką (co o wieczornej porze dzieci robią w klubach? Tańczą) i dwóch Polakków z rudym.
Tak poza tym, to widziałam dziś sobowtóra Gnarlsa Barkleya w metrze, Rumuni grali na skrzypkach i harmoszce, w centrum jakaś moda na żebranie na niepełnosprawnego z krzywą nogą (jedna nawet siedziała na deskorolce i jedną ręką napędzała, a w drugiej trzymała kubek z maca w geście proszącym o parę centów).
Ogólnie Włochy, jak Włochy, niewiele się zmieniło, dalej puszczają oczka i mówią: „sei bella”, powódź nas nie dosięgła, demonstracja również nie, współlokatorzy są bardzo spoko, Krużycki, jak zawsze, daje radę (ostatnio oglądamy dla rozrywki głupie filmiki, robimy sobie tematyczne wieczory muzyczne – bałkańska, soul/r’n’b/żydowska, żremy razem po nocy). Tylko ja wcześniej wstaję i nawiązuję więzi z współlokatorami, podczas gdy on śpi. Nie kłócimy się, mamy synchrona i kradniemy sobie myśli, mamy również stanowisko komputerowe, co najmniej jak telefonistki w mad manie (nasze centrum zarządzania kosmosem).
Myślę, że ten post najlepiej będzie skończyć krótkim opisem tego, co za ścianą. A mianowicie leci podkład NESSUN DORMA a współlokator gra linię melodyczną na gitarze elektrycznej. Ejmen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz