sobota, 17 kwietnia 2010

wiw la Frąs!

przyjechali moi pierwszy couchsurferzy - Aurelien i Emmanuel z la Frąs. trzeba przyznać, że szczęście im nie dopisuje, bo primo; żałoba, a secondo: pyły wulkaniczne uniemożliwiają powrót samolotami do la Frąs. ale i tak się dobrze bawimy. wczoraj wypiliśmy tanie winiacze, paliliśmy naszym toruńskim zwyczajem na klatce schodowej (swojsko), graliśmy w bitches-bitches (filmik niebawem), poszliśmy na piwko, opowiadaliśmy sobie niepoprawne politycznie kawały, a na koniec śpiewali nam po frąsusku Brela :)
np. http://www.youtube.com/watch?v=3xtxbpoR6KQ
oczywiście Wenka i jej nieoceniona pomoc w dogadaniu się po frąsusku - pozdrawiam!
szczególnie gdy rozmawialiśmy o stereotypach:
oni: wy pijecie wódkę i jesteście religijni.
my: wy jesteście tchórzami (i tu kawały o tym, że flaga la Frąs powinna być biała i o tym, że frąsuski czołg ma 3 biegi do tyłu żeby uciekać i 1 do przodu jakby wróg zaatakował od tyłu) i... podobno jesteście dobrzy w łóżku
na co Emmanuel: bien sur
na co Wen: ja miałam narzeczonego Frąsuza
na co Emanuel: był dobry?
na co Wen: :)
...
dziś pospacerowaliśmy po Toruniu, zajadaliśmy się piernikami i jedliśmy obiad z kolegą Łukaszem (moim coachee) 
tak minął wieczór i poranek dzień 5 i 6. a potem Pru poszła odpoczywać.
le foto pt. coach i couch

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Skubani przystojni. A jeden to chyba troche jak Karol z naszego roku, co? Przynajmniej na fotach

Anonimowy pisze...

To pisala Carrie oczywiscie

Unknown pisze...

odpowiem po włosku: BOH :D