coraz częściej chcę, żeby ten rok się w końcu zakończył. tak jak się zaczął, tak się ciągnie. żyję w stresie, niepewności, jestem emocjonalnym kłębkiem nerwów. chcę możliwości życia na nowy rachunek.
dziś po raz pierwszy od ponad 2 lat grałam na flecie. i postanowiłam, że będę to robić regularnie. co najdziwniejsze odczuwałam przed tym wstyd i strach - taką wielką "bowling ball in my stomach". bałam się, że już nie umiem, że nie będę wiedziała jak, że dźwięk będzie zły. że dziewczyny usłyszą i się zdziwią. i wyrzuty, że już dawno dawno nie grałam. nie cieszyłam się, że wracam do grania, że będę coś tworzyć.
...
to wydarzenie jest metaforą tego co się ze mną dzieje. będąc ciągle ocenianą i czując ciągłą potrzebę sprostania pewnym wymaganiom - dobrej córki, siostry, dziewczyny, studentki, osoby ambitnej, oczytanej, inteligentnej, zadbanej, koleżeńskiej zamykam się, zadręczam i przeżywam. a najgorsze jest to, że te wymagania idą nie tylko z zewnątrz ale i z wewnątrz. gdzieś w środku mam wirusa, który dąży do auto-doskonalenia-destrukcji.
...
dopiero po chwili gdy zaczęłam wschłuchiwać się w muzykę i dbać o jakość dźwięku i frazy, poczułam ulgę, wolność. pomyślałam, że NIE MUSZĘ, ale CHCĘ. że NIE jestem w tym NAJLEPSZA, ale daje mi to RADOŚĆ.
ciężko jest zaakceptować swoją NIEDOSKONAŁOŚĆ.
5 komentarzy:
cięzko, ale łatwiej ją zmieniać, starać sie.
z nowym rokiem będzie lepiej. zaczac go bez postanowien, moj cel.
tu nie chodzi o staranie. chodzi właśnie o to, żeby przestać się cały czas starać, żeby w końcu było normalnie.
starac się tylko w tym sensie,zeby nie bylo cięzko. życ zgodnie z sobą o to chodzi.
jak to... regularnie??? Ty mi grozisz? :P
Carrie Bradshaw prawie w kazdej dziedzinie (zwlaszcza emocjonalnej) byla sweet imperfection, wiec to moze byc fajne :))
;*
Prześlij komentarz