środa, 9 lipca 2008

recharge

najcudowniejszym na świecie wakacyjnym zajęciem jest lenienie się. w moim przypadku opiera się ono na powrocie do bobasowego życia jem-śpię-jem-śpię-jem-myję się-śpię.
czasem dochodzą pewne urozmaicenia, jak załatwianie formalności erasmusowych, spotkania ze znajomymi, nocne oglądanie po raz sto pięćdziesiąty "hallam foe" (tym razem z Woszczem :)), mycie okna, pakowanie i rozpakowywanie, szukanie transportu do Rumunii etczetera etcztera

swoją drogą to nie mam już nawet w moim rodzinnym domu ani jednej szafki, ani jednego kącika, a łóżko mam wynajmowane, ewentualnie mogę się doczepić do rodziców (ale Jasio chrapie więc jest to cokolwiek karkołomne) lub też Misi, która rozwala się po całym łóżku, wypina tyłek i kradnie kołdrę... (ja tylko kradnę kołdrę, więc nie jestem najgorszym bedmatem)

dziś pierwszy raz od czasów podstawówki spłodziłam kawałek prozy - opowiadanie. jest to co najmniej dziwne, gdyż zazwyczaj mam problemy z wymyślaniem fabuły, nie lubię fiction writing, akcja opowiadania mi się przyśniła, wiedziałam, że muszę napisać je w języku language, a w czasie pół-snu ułożyłam pierwsze zdanie... niebawem zamieszczę
z pasterskim pozdro.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Oo, a juz myslalam, ze tylko ja mam taki niezobowiazujacy chillout wakacyjny:)

These are the days that I've been missing,
Give me the taste, give me the joy of summer wine.

These are the days that bring new meaning,
I feel the stillness of the sun and I feel fine.