wczoraj byłam segregowałam i byłam układałam stare starocie z lat kiedym to radosnym pacholęciem byłam. tak sobie pooglądałam i doszłam do wniosku, że kiedyś to było naprawdę fajnie.. nie to co ta dzisiejsza młodzież.
naoglądałam się swoich świadectw, zdjęć i dyplomów, ale najfajniejsze zdecydowanie były listy od mojej podstawówkowej przyjaciółki :)
jeden powalił mnie na kolana:
"kochana Agusiu!
moim największym marzeniem jest chodzenie z Tobą do jednej klasy."
warto marzyć ;]
no i jeszcze oczywiście liściki o chłopakach, w których się kochałyśmy (teraz nie byłoby takiej opcji-niektórzy mają już dzieci, a inni z teraźniejszej perspektywy... no cóż... no comment;])
a teraz uroczyście powracam do pakowania.
challenging myself.
wziąć tyle, ile chciałabym (czyli żeby dowolnie kreować swój wizerunek) a przy tym się nie przedźwigać. szkolę się w sztuce autokompromisu.
1 komentarz:
żeby dowolnie kreować swój wizerunek - otóż to!!
Prześlij komentarz