niedziela, 20 grudnia 2009

biała flaga.

W mroźny zimowy wieczór 19 grudnia, po raz kolejny Odnową zawładnęły biało-czarne barwy. Jak co roku, muzycy Republiki, zaproszeni goście oraz wierni fani zebrali się aby muzycznie uczcić pamięć Grzegorza Ciechowskiego, legendarnego frontmana tej grupy.
Jak zwykle, nie zabrakło wschodzących muzycznych gwiazd, jak i artystów, którzy mają mocną pozycję na firmamencie polskiej muzyki. W tym roku zaprezentowali się na scenie między innymi Soima, Manchester, Pustki, Lipali, Indios Bravos, T.LOVE, Renata Przemyk, Wojciech Waglewski, Paweł Kukiz, Artur Rojek i Marcin Rozynek. Złożyli swoisty hołd Obywatelowi G.C. wykonując w toruńskiej Odnowie interpretacje jego utworów.
W tym roku zmieniono formułę koncertu - muzycy Republiki nie akompaniują już wykonawcom, którzy zmieniają się na scenie; występują jedynie gościnnie w pojedynczych utworach. Jest to duża zmiana, ale jak określił to Leszek Biolik, basista Republiki – muzycy grają świetnie, robiąc „dobrą robotę” i tworząc wspaniały koncert. Leszek Biolik bez zapowiedzi pojawił się podczas występu Artura Rojka, który po „myslovitzowemu” wyśpiewał „Arktykę” i „Halucynacje”, natomiast w finale, w duecie gitarowym razem z Marcinem Rozynkiem zagrał Leszek Krzywański.
Do występów, które na długo zapadną w pamięć uczestnikom koncertu można zaliczyć rewelacyjny Indios Bravos, a w szczególności duet Gutek & Reata Przemyk w utworze „Raz na milion lat”. Wojciech Waglewski wprowadził niezwykły klimat śpiewając „Śmierć na pięć”, jedną z ostatnich kompozycji Ciechowskiego. Jak zwykle nie zawiódł T.LOVE – Muniek z prawdziwą charyzmą wykonał „Śmierć w bikini” i „Sexy doll”. Trzeba przyznać, że dość kontrowersyjny był występ Pawła Kukiza. Z jednej strony widać było szczerość uczuć w dzieleniu się wspomnieniami z Woodstock i determinację w jak najlepszym wykonaniu „Na barykadach”, z drugiej rozczarowujące było śpiewanie z kartki i to, że Kukiz nie do końca poradził sobie z tym utworem.
Tradycyjnie, koncert urozmaicony był archiwalnymi nagraniami zespołu, począwszy od koncertu z 1991 roku aż do ostatniego występu z października 2001, który odbył się w Odnowie zaledwie dwa miesiące przed odejściem Grzegorza Ciechowskiego. Filmy te pokazywały ważne momenty w historii zespołu; często były to nagrania wcześniej nie publikowane.
To wszystko spowodowało, że atmosfera koncertu była niezwykle rodzinna, można by rzec intymna. Do jednego z bardziej wzruszających momentów trzeba zaliczyć występ Rafała „Zwierza” Zielińskiego, który podzielił się swoimi wspomnieniami śpiewając „Odchodząc”.
Podczas koncertu wręczono Nagrodę Artystyczną Miasta Torunia imienia Grzegorza Ciechowskiego zespołowi „Pustki”, który znakomicie wykonał między innymi „Parzydełko” i „Słabość chwilową” z ostatniego albumu „Kalambury”, udowadniając, że w pełni zasłużył na tę nagrodę.
...
jest niewiele koncertów, po których chcę więcej i więcej. i nie muszę się nawet nastawiać, że to TAKI FAJNY KONCERT. po prostu rewelacja!
"idą tłumy ich, tłumy ich, tłumy ich..."

poniedziałek, 14 grudnia 2009

porady cioci a.

jak pójść na imprezę z 3 złotymi w kieszeni, a nie móc opędzać się od drinków?
primo: idź na otrzęsiny - na dobrych otrzęsinach jest welcome drink i piwo w cenie biletu. alkhol - ja 2:0
secondo: przyłącz się do koleżanki, która pod stołem nalewa piwka przemyconego na imprezę. alkohol - ja 2,5:0
terzo: weź udział w konkursie na picie piwa na czas, wygraj, w nagrodę dostań piwo i przy okazji zgarnij kupon na jeszcze jedno. alkohol - ja 4,5:0 (kupon oddałam koleżance)
quarto: spotkaj kolegę, którego znasz nie wiadomo skąd i w procesie przypominania sobie skąd się znacie - idźcie do baru. alkohol - ja 5,5:0

co poradzić, taka karma.

niedziela, 13 grudnia 2009

co się dzieje w grudniu.

coraz częściej chcę, żeby ten rok się w końcu zakończył. tak jak się zaczął, tak się ciągnie. żyję w stresie, niepewności, jestem emocjonalnym kłębkiem nerwów. chcę możliwości życia na nowy rachunek.
dziś po raz pierwszy od ponad 2 lat grałam na flecie. i postanowiłam, że będę to robić regularnie. co najdziwniejsze odczuwałam przed tym wstyd i strach - taką wielką "bowling ball in my stomach". bałam się, że już nie umiem, że nie będę wiedziała jak, że dźwięk będzie zły. że dziewczyny usłyszą i się zdziwią. i wyrzuty, że już dawno dawno nie grałam. nie cieszyłam się, że wracam do grania, że będę coś tworzyć.
...
to wydarzenie jest metaforą tego co się ze mną dzieje. będąc ciągle ocenianą i czując ciągłą potrzebę sprostania pewnym wymaganiom - dobrej córki, siostry, dziewczyny, studentki, osoby ambitnej, oczytanej, inteligentnej, zadbanej, koleżeńskiej zamykam się, zadręczam i przeżywam. a najgorsze jest to, że te wymagania idą nie tylko z zewnątrz ale i z wewnątrz. gdzieś w środku mam wirusa, który dąży do auto-doskonalenia-destrukcji.
...
dopiero po chwili gdy zaczęłam wschłuchiwać się w muzykę i dbać o jakość dźwięku i frazy, poczułam ulgę, wolność. pomyślałam, że NIE MUSZĘ, ale CHCĘ. że NIE jestem w tym NAJLEPSZA, ale daje mi to RADOŚĆ.
ciężko jest zaakceptować swoją NIEDOSKONAŁOŚĆ.

wtorek, 8 grudnia 2009