
piątek, 17 lipca 2009
z życia wzięte.
zaczęłam pracę jako lektorka, produkuję się po włosku ogni giorno, wymyślam gry, piosenki i zabawy, co by ludzie nie posnęli na zajęciach. najśmieszniejsze jest jednak wypełnianie dziennika - ostatni raz bawiłam się w to w 3 klasie podstawówki i sprawiało mi to wtedy większą frajdę niż teraz.
poza tym rozpoczęłam praktyki w gw, chodzę po mieście, pstrykam foty, uczę się jak powinnam je robić i dlaczego to zdjęcie jest ok, a to nie. obserwuję od wewnątrz pracę w redakcji, co jest bardzo ciekawym doświadczeniem - takie spoglądanie za literki i obrazki w gazecie. pierwszego dnia oczywiście zapomniałam karty pamięci i rozładowały mi się akumulatorki.
a na włoskim, gdy miałam przygotowaną dużo fonetyki i ipso facto, odsłuchu, płyta w tajemniczy sposób odmówiła posługi (nie wspominając już o markerach, które nawet ukradzione z sali obok dokonują żywota w moich rękach)
ponadto zdobyłam też nowe sprawności: nauczyłam się kserować we wszystkich konfiguracjach.
w domu już tylko śpię i biorę prysznic. ale jak widać też nie za dużo (spania oczywiście).
koniec.
poza tym rozpoczęłam praktyki w gw, chodzę po mieście, pstrykam foty, uczę się jak powinnam je robić i dlaczego to zdjęcie jest ok, a to nie. obserwuję od wewnątrz pracę w redakcji, co jest bardzo ciekawym doświadczeniem - takie spoglądanie za literki i obrazki w gazecie. pierwszego dnia oczywiście zapomniałam karty pamięci i rozładowały mi się akumulatorki.
a na włoskim, gdy miałam przygotowaną dużo fonetyki i ipso facto, odsłuchu, płyta w tajemniczy sposób odmówiła posługi (nie wspominając już o markerach, które nawet ukradzione z sali obok dokonują żywota w moich rękach)
ponadto zdobyłam też nowe sprawności: nauczyłam się kserować we wszystkich konfiguracjach.
w domu już tylko śpię i biorę prysznic. ale jak widać też nie za dużo (spania oczywiście).
koniec.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)